NIK o armii: szkoleniowa zapaść
Prawie profesjonalni
NIK przyjrzał się procesowi uzawodowienia polskiej armii. Według pokontrolnego raportu Najwyższej Izby Kontroli, mimo drobnych zastrzeżeń, zasługuje ono na wysoką ocenę.
Ćwiczenia wojsk lądowych na poligonie w Rembertowie.
Maksymilian Rigamonti/Reporter

Ćwiczenia wojsk lądowych na poligonie w Rembertowie.

NIK przyjrzał się profesjonalizacji od strony formalnej (akty prawne) i realnej (kontrole w poszczególnych jednostkach). Te ostatnie wykazały zapaść szkoleniową.

Polska armia, inaczej niż pozostałe nowoczesne armie świata, mało korzysta z symulatorów. Kontrolerom NIK nie udało się nawet dowiedzieć, ile tego rodzaju sprzętu jest. W kontrolowanych jednostkach średnio połowa urządzeń do nauki prowadzenia czołgu, latania czy strzelania nie działała. Jeszcze w trakcie kontroli wojsko zwiększyło budżet na trenażery o 776 proc., czyli do kwoty 72 mln zł, z czego udało się wydać tylko 23 proc.

Mając za mało symulatorów, polscy żołnierze powinni więcej czasu spędzać na poligonach. Z kontroli NIK wynika jednak, że poligony odwiedzają znacznie rzadziej niż np. ich niemieccy koledzy. Polski czołgista w 2010 r. spędził w wozie 140 godz., a jego niemiecki odpowiednik – 600. Niemiec odbył ćwiczenia, w czasie których wystrzelił 35 pocisków. Były lata, kiedy polscy czołgiści wystrzelali zaledwie siedem pocisków rocznie. Piloci Mi-24 spędzali w powietrzu od 50 do 68 godz.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną