Emerytury nie rozwalą koalicji
Zostaje 67
Platforma i PSL w końcu porozumiały się w kwestii wydłużania wieku emerytalnego. W zasadzie jest tak, jak chciał premier. Ale na pewno nie należy tego nazywać sukcesem.

Ustawowo będziemy kończyć pracę w wieku 67 lat, choć proces wyrównywania warunków dla kobiet i mężczyzn zakończy się dopiero w 2040 r. Od tej zasady mogą być jednak liczne wyjątki, gdy panie emerytkami staną się po osiągnięciu 62 lat, a panowie – po 65 roku życia. Pod warunkiem, że przepracowali już co najmniej 35 lub 40 lat. Ten warunek stawiali ludowcy. Wtedy świadczenie będzie wyliczane z połowy zebranego kapitału. Pierwotnie Platforma chciała, żeby z 30 proc., a PSL – żeby z 80 proc. Więc każdy z koalicjantów trochę ustąpił.

Co to oznacza dla przyszłych emerytów? Że ich świadczenie cząstkowe będzie niskie, ale będą mogli – jeśli zechcą - nadal pracować bez przeszkód. Słusznie, gdyż ograniczanie im prawa do pracy byłoby bez sensu. Od 67 urodzin mogą zwrócić się do ZUS już o wypłatę całości świadczenia. Wtedy ich oszczędnościowy kapitał, który pozostał, będzie jeszcze raz podzielony przez dalszy przewidywany czas pobierania wypłat. Emerytura całościowa z pewnością będzie wyższa, niż częściowa (w wariancie, pierwotnie forsowanym przez PO byłaby ona jeszcze wyższa, kosztem jednak wysokości emerytury częściowej). Osoby, które na emeryturę częściową w ogóle się nie zdecydują, mogą liczyć na ostateczne świadczenie sporo wyższe.

W sumie więc kobiety będą i tak pracować co najmniej o dwa lata dłużej, niż obecnie. W wariancie docelowym – aż o siedem. Wiek zawodowej aktywności mężczyzn wydłuży się o dwa lata. Kompromis nie jest zły. Wiadomo bowiem było, że im dłużej będziemy musieli pracować, tym bardziej trzeba się liczyć z faktem, że nie wszyscy temu sprostają. Jeśli przeszkodą w kontynuowaniu pracy będzie zdrowie, wyjściem jest renta. Jeśli utrata pracy lub kompetencji – można będzie wybrać emeryturę częściową.

Ustalenie przez koalicję wspólnego, poprawionego,  projektu „ustawy 67” jest krokiem w dobrą stronę. Ale na pewno nie należy tego nazywać sukcesem. O tym można będzie mówić dopiero, gdy zreformowane zostaną także grupy ciągle objęte przywilejami. Po wejściu w życie „ustawy 67” dystans między systemem powszechnym, a systemami emerytalnymi dla mundurowych, rolników, czy górników powiększa się jeszcze bardziej. Różnica słusznie jest odbierana jako jeszcze większa niesprawiedliwość społeczna. Społecznej zgody na reformowanie tylko „zwykłych” emerytów, przy robieniu prezentu pozostałym, nadal nie ma.

I o tym rządzący muszą pamiętać.  

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj