Jan Suzin nie żyje
Stworzony dla telewizji
Młodsi na pewno o nim słyszeli, zaś dla tych, którzy urodzili się wcześniej niż pół wieku temu był jedną z najpopularniejszych postaci szklanego ekranu, prawdziwą osobowością telewizyjną.

Jan Suzin rozpoczął pracę przed kamerą w połowie lat 50., kiedy ośrodek telewizyjny w Warszawie nadawał swój program zaledwie trzy razy w tygodniu, a liczba abonentów nie przekraczała tysiąca osób. Nie ma się co dziwić, że dla całej pierwszej generacji polskich telewidzów stał się gwiazdą nie mniej znaną niż najbardziej znani aktorzy. Nie tylko dlatego, że był pierwszą regularnie pojawiającą się twarzą na ekranie, ale przede wszystkim z powodu tego jak mówił i jak się prezentował.

Niski, łagodny głos, nienaganna dykcja, charakterystyczne okulary i bardzo oszczędna mimika. Nic dziwnego, że epizodycznie pojawiał się też w filmach i w Teatrze Telewizji (w spektaklu Marka Piwowskiego z 1982 r. na podstawie „Długiego pożegnania” Chandlera grał rolę policjanta).

Według teorii Marshalla McLuhana określającego telewizję jako medium „zimne”, Suzin ze swoim opanowaniem i sposobem mówienia był dla telewizji stworzony. Dziś tym, którzy z racji wieku nie mogą pamiętać tamtej starej telewizji trudno byłoby uwierzyć, że ogólnopolską sławę zdobył pracując jako spiker (czy mówiąc bardziej współcześnie – prezenter). Ale właśnie telewizja w swoich pierwszych dekadach przyciągała uwagę nie akcją czy dynamiką scen, ale mówieniem, a w mówieniu do kamery, czyli do niewidocznej dla niego samego wielkiej publiczności Jan Suzin był najlepszy.

Pasował do tamtej dawnej telewizji, tak jak nie pasował do tej nowej, z której w 1996 r. odchodził na emeryturę. Odchodził bowiem z medium atakującego reklamą, newsem i migotliwą rozrywką, a był przecież emblematyczną postacią trudnej dziś do wyobrażenia telewizji inteligenckiej, bardzo „przyliterackiej” i szanującej elegancję, której dziś tak bardzo brakuje.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj