szukaj
Największa katastrofa lotnicza w historii Polski. Mija 30 lat
Nie może nie być winnych
9 maja mija równo 30 lat od największej katastrofy w dziejach polskiego lotnictwa. W lesie na obrzeżach stołecznego Ursynowa rozbił się rejsowy Ił-62M, zginęły 183 osoby.
Las Kabacki wykoszony przez spadającego Iła.
Tadeusz Zagoździński/PAP

Las Kabacki wykoszony przez spadającego Iła.

Tuż po katastrofie - gaszenie szczątków maszyny.
Tadeusz Późniak/Polityka

Tuż po katastrofie - gaszenie szczątków maszyny.

Ił-62M Tadeusz Kościuszko na lotnisku w Hawanie. We wrześniu 1985 roku ówczesny I sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski poleciał nim na Kubę, gdzie witał go m.in. Fidel Castro (pierwszy z lewej).
Jan Morek/PAP

Ił-62M Tadeusz Kościuszko na lotnisku w Hawanie. We wrześniu 1985 roku ówczesny I sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski poleciał nim na Kubę, gdzie witał go m.in. Fidel Castro (pierwszy z lewej).

Tekst ukazał się w POLITYCE 24 kwietnia 2012 r.

Ten sobotni majowy ranek 1987 r. zapowiadał pogodny dzień. W całej Polsce szykowano się do specjalnych akademii z okazji kolejnej rocznicy zakończenia II wojny światowej. W Sali Kongresowej trwały obrady II Kongresu Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego z udziałem I sekretarza KC PZPR gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Dzień wcześniej z kongresowej trybuny generał ogłosił propozycję redukcji broni atomowej i konwencjonalnej. Ówczesne media uznały, że to najważniejsze wydarzenie, w sobotę od rana radio i telewizja do znudzenia trąbiły o planie Jaruzelskiego.

O dziesiątej rano po Lesie Kabackim kręcili się spacerowicze. Na pobliskim lotnisku Okęcie pasażerowie zajmowali miejsca w samolocie Ił-62M „Tadeusz Kościuszko”, rejs nr LO 5055 do Nowego Jorku. Dokładnie o godz. 10.07 kapitan Zygmunt Pawlaczyk uruchomił silniki. Wieża dała zgodę na start. Samolot oderwał się od pasa lotniska o 10.18, na pokładzie było 172 pasażerów i 11 członków załogi.

O 10.31 piloci dostali polecenie z ziemi, by zwiększyć wysokość (niżej wyznaczono korytarz dla maszyn wojskowych, naziemne służby cywilne nie miały z nimi kontaktu). Później odczytano z rejestratora taki dialog: „Ziemia: – 50–55, wchodźcie na trzysta dziesięć i błyskawicznie sto siedemdziesiąt przecięcie” .

Samolot leciał wtedy w okolicy Grudziądza. Na hasło „błyskawicznie” pilot zwiększył moc w silnikach, nie wiedział, że to spowoduje bardzo szybki wzrost temperatury w łożysku wału turbiny niskiego ciśnienia i w efekcie zniszczenie silnika, który rozpadając się uszkodzi kolejny silnik. Dramat zaczął się o 10.41 z sekundami, czarna skrzynka zarejestrowała sygnał dzwonka oznaczającego rozhermetyzowanie się kabiny. Piloci podejrzewali, że wybuchł pożar. O 10.41.48 rejestrator zanotował głos jednego z pilotów: – Dwa silniki poszły!

10.42.12 głos z kabiny: – Dwa silniki oberwało! Dwa silniki obcięło!

Ziemia: – Czy to zderzenie?

Samolot: – Nie wiemy, co się stało, dwa silniki obcięło.

Ił-62M zawrócił do Warszawy. Dwa pozostałe silniki były nadal sprawne. Nie zdecydowano się lądować w Gdańsku, Bydgoszczy i Modlinie. Dramat (niektórzy publicyści nazwali to potem „umieraniem przez pół godziny”) trwał dokładnie 30 minut i 41 sekund. Ostatnie słowa pilotów brzmiały: – Dobranoc. Do widzenia!

Potem rejestrator zanotował czyjś krzyk i ostatnie pożegnanie kpt. Pawlaczyka: – Cześć! Giniemy!

Zginęli wszyscy. Samolot spadł w Lesie Kabackim w odległości 5 km od pasa lotniska na Okęciu. W momencie uderzenia o ziemię leciał z prędkością około 470 km na godz., czyli o 200 km na godz. szybciej niż podczas lądowania. Wbijał się w las ścinając drzewa jak wielka kosiarka – najpierw czubki, potem całe drzewa. Wykosił pas długości 370 metrów i szeroki na 50 metrów. W końcu uderzył o ziemię, wtedy wybuchł zbiornik paliwa. Podobnie jak w przypadku prezydenckiego Tupolewa, Ił nie przeorał ziemi, pozostawił jedynie lekkie wgłębienie w terenie. Jak mówią eksperci, to normalne, kiedy samolot uderza o ziemię pod niewielkim kątem.

Ale skutki były równie dewastujące jak 10 kwietnia 2010 r. Oprócz silników, na ziemi dało się, jako tako, rozpoznać jedynie ogon, fragment kadłuba i kabinę pilotów. Reszta była jedynie poskręcaną i osmaloną masą blach i kabli. Niektórzy twierdzą, że z miejsca katastrofy nie wszystko udało się uprzątnąć, choć nic nie wiadomo, by po zakończeniu prac porządkowych ktokolwiek znalazł tam szczątki ofiar lub maszyny. Ale choć teren katastrofy przeszukano skrupulatnie, a następnie zaorano głęboko na około metr i zalesiono, w miejscu zderzenia drzewa nie chcą za bardzo rosnąć.

Po raz pierwszy w czasach PRL katastrofa lotnicza była relacjonowana przez media przy otwartej kurtynie. Natychmiast ukazał się komunikat PAP, informowało radio i telewizja. Cenzura chyba się skryła w cieniu, skoro w reportażu opublikowanym na gorąco w POLITYCE zawarto sugestię, że wina może leżeć po stronie radzieckiego producenta samolotu, co potem się potwierdziło.

Las czerwony od krwi

W sobotę 9 maja 1987 r. parę minut po godz. 11 Włodzimierz Krzyżanowski, wówczas reporter tygodnika „Przegląd Tygodniowy”, dostrzegł kawalkadę wozów strażackich pędzących na sygnale. Zadzwonił do oficera dyżurnego straży, ten powiedział mu, że na Okęciu spodziewane jest awaryjne lądowanie. Krzyżanowski zatrzymał taksówkę i kazał się wieźć za strażakami. W pewnym momencie kolumna zamiast na lotnisko skierowała się w stronę Kabat. – Zrozumiałem, że stało się najgorsze – opowiada Krzyżanowski. Na miejsce dotarł kilkanaście minut po katastrofie. Strażacy dogaszali wrak i płonący las, wokół kręcili się gapie. Nie widział krwi, ale miał wrażenie, że las od niej czerwienieje.

Milicja dojechała później – wspomina reporter. – Zanim zabezpieczyła teren, widziałem kilka scen jak z horroru. Szczątki ludzkie, nadpalone nogi oderwane od ciał, bagaże. Leżała na ziemi nieuszkodzona butelka wódki Wyborowa. Jakiś mężczyzna schylił się, podniósł portfel i poszedł dalej.

W swoim reportażu Krzyżanowski opisał hieny okradające miejsce tragedii. To nie spodobało się władzy, oficjalna wersja brzmiała bowiem, że w Kabatach nie doszło do żerowania. Rzecznik rządu Jerzy Urban na swojej konferencji kilka dni później oburzył się na media podające nieprawdę. Prokurator Anna Jackowska z warszawskiej Prokuratury Wojewódzkiej napisała w jednym z dokumentów: „Śledztwo nie potwierdziło informacji prasowych, jakoby na miejscy katastrofy dokonywano kradzieży. Stwierdzenie to nie oznacza, że kradzieży obiektywnie nie było”.

Śledztwo (sygnatura II DS. 137/87) wszczęto natychmiast, prokurator Jarosław Polanowski, wówczas z prokuratury rejonowej oddelegowany do jednostki wyższego szczebla, powiadomiony o awarii samolotu czekał na niego na Okęciu. Jak wspominał w jednym z wywiadów, nie przypuszczał wtedy, że dojdzie do tragedii. „Kiedy samolot upadł, stoczyłem bój z Jerzym Dziewulskim, który był szefem antyterrorystów na Okęciu i usiłował nie dopuścić do zabrania przeze mnie taśmy kontroli ruchu z wieży kontroli lotów. Chciał ją zabezpieczyć dla potrzeb swojej służby, czyli MSW” – opowiadał.

Miejsce katastrofy dokładnie przeszukiwano, znaleziono czarne skrzynki. Szczątki ofiar pod nadzorem lekarzy z Zakładu Medycyny Sądowej przewożono do namiotu rozbitego na cmentarzu na Wólce Węglowej. Zostały sfotografowane, w aktach śledztwa dokumentacja fotograficzna zajmuje sześć tomów: nadpalone ludzkie korpusy bez głów, osobno ręce, nogi, fragmenty czaszek. Rodziny ofiar, które próbowały rozpoznawać bliskich, otoczono opieką psychologów, ale niewiele to pomagało. Makabryczny widok był nie do zniesienia. W identyfikacji wzięli udział specjaliści z USA, na pokładzie Ił-62M leciało 131 obywateli polskich oraz 20 Polaków mieszkających na stałe w USA i 21 obywateli amerykańskich (przeważnie o polskich nazwiskach). Zidentyfikowano 126 osób, w tym pięciu członków załogi. 57 nierozpoznanych szczątków pochowano potem we wspólnej mogile.

Pod nadzorem prokuratury zabezpieczaniem dowodów zajęli się funkcjonariusze z Wydziału Kryminalistyki Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Powołano rządową komisję specjalną do zbadania przyczyn katastrofy. Na jej czele stanął wicepremier Zbigniew Szałajda.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj