Idziemy trwając
Śmiałym krokiem hufce nasze zdobywają plac Trzech Krzyży o poranku. Odpierać będziemy atak pogan na Telewizję Trwam.
Marsz w obronie telewizji Trwam, Warszawa, 21 kwietnia 2012 r.
Leszek Zych/Polityka

Marsz w obronie telewizji Trwam, Warszawa, 21 kwietnia 2012 r.

1

Na razie stoimy przed świątynią. Piękna pogoda. Ksiądz redaktor z opustoszałego jeszcze ołtarza pyta nas potężnym głosem: Mówią prawdę w TVN? Chór: Nie! Ksiądz redaktor ostrzega, by uwagę zwracać na osoby, które nas fotografują. Osoby właściwe rozpoznamy po legitymacjach prasowych tytułów katolicko-narodowych (my stosujemy mimikrę).

Ksiądz redaktor wita zebranych z wielu miejscowości: Opatów, Oslo, Zelów, i zapowiada, że wystąpi ze słowem sam premier Jarosław Kaczyński. Krzyczymy: Jarosław, Jarosław!

Jednak jeden zaplątał się wśród nas, który nie wiwatuje. Brodaty. Pani Maria od nas pyta: Polak? On zaś z podejrzaną gorliwością potwierdza. Pani Maria nie dowierza: To czemu pan nie krzyczysz? Z chytrym uśmiechem znika nam z oczu.

2

Zwracamy się do siebie z szacunkiem: siostro, bracie. Tyłów naszych bronią bracia z parafii św. Urbana, Zielona Góra. Bracia – pytają – gdzie kupiliście takie chusty i po ile? Chusty białe – na nich data dzisiejsza oraz memento: nie oddamy Telewizji Trwam – obstalowane przez księdza proboszcza w Bydgoszczy, nie na handel. A naklejki z napisem „gówno”? – zapytują inni. Na rogu ulicy stoi młody człowiek z naklejkami „gówno” stylizowanymi na logo „Gazety Wyborczej” i odzieżą, na której potępia się media oszczercze, niepolskie – po 25 zł sztuka. Drogo. Stoimy karnie zwartymi szeregami, oczekując na mszę świętą.

Z lektury rozdawanej darmo prasy narodowej dowiadujemy się, że: w ciągu ostatnich 20 lat „żadna sprawa nie wzbudziła tak wielkich i narastających protestów, jak rozpoczęta przez Donalda Tuska walka z Telewizją Trwam”. A także, czarno na białym, że „Tusk kłamał na temat Smoleńska i obrażał śp. Lecha Kaczyńskiego”. Czy w tym człowieku nie ma kropli polskiej krwi? – padają pytania o Tuska. Z fotografii spoglądają jego wilcze, wehrmachtowskie oczy. Parę batów mu na plecy i w dyby na rynku! – pohukują bracia i siostry.

Zapalczywość powstrzymują na dźwięk pieśni z ołtarza: rubieże/Jezusa rycerze. Następnie płynie wesoły walczyk o nas, „moherowych beretach”. Ostatnio tamci mówią na nas także „pełzający pucz”, „lud pisowski” oraz „nowy front zimnej wojny wewnętrznej”, a ich media te obraźliwe świadectwa powtarzają.

Przyszedł brat z prostym krzyżem żołnierskim zbitym z brzeziny. Głośno powiada: Jeszcze rozbuja się dzwon spiżowy i okowy niewoli spadną z udręczonego narodu! Odpowiadamy: Amen.

3

Z ulicy, gdzie Sejm, nadchodzą odszczepieńcy Zbigniewa Ziobry. Budzą w nas pytania: czy zostali zaproszeni przez prezesa Kaczyńskiego? Brat z Florydy nie okazuje miłosierdzia: Prezes tak Ziobrę hołubił, a ten mu czarną polewką odpłacił, tfu! Czekamy, co będzie. Nic, Ziobro zostaje. O potrzebie pokoju chrześcijańskiego w domu polskim śpiewa artysta z ołtarza. Naród dokoła podnosi transparenty ze słowami prawdy.

Z nadzieją: „Wyborcy Tuska, kiedy odpadnie wam z oczu łuska?”. Z ostrzeżeniem: „Jeszcze »wierzgacie«, wkrótce konwulsje i agonia”. Z żądaniem: „Namiestnicy kondominium, zaprzańcy i tzw. »pożyteczni idioci« won!!! raus!!!”. Niektóre hasła powtórzone w języku angielskim, dla świata poza Rzeczpospolitą. Niech wiedzą postronni, że my tu murem za „jedynie polską, prawdziwą telewizją”, bez której „żylibyśmy w medialnym matrixie”. Obco wyglądający młodzieniec pyta: W czym? Ignorujemy prowokatora.

Ale już potrzeba skupienia, bo msza. Biskup Antoni Dydycz napomina, że należy w mediach dzielić się myślami, a nie oszczerstwami. „W katolickiej terminologii prawda czuje się jak u siebie w domu”. Bijemy mu brawo. „Obowiązkiem katolika jest wspierać media katolickie” – wzywa biskup.

Dość już kagańców na naszych twarzach! – mówi brat z parafii na Podhalu.

Parafie dumnie prezentują swoje nazwy przed biskupem. Parafia jako podstawowa jednostka terytorialna IV RP. Pojął to prezes Kaczyński. Jego ludzie docierać mieli nie do gmin, lecz do parafii. I dotarli. Biskup zmierza ku końcowi kazania: „Nie można mieć Boga za ojca, jeżeli nie ma się Kościoła za matkę”.

4

Rankiem przybyliśmy do kościoła, teraz ruszymy na kancelarię Herr Tuska.

Starszy mężczyzna niesie własnoręcznie wykonany transparent z rycerzem w zbroi: „zaszum nam Polsko jak husarskie skrzydła”. Idziemy jasną ulicą mijając prowokacyjnie siedzącą w ogródkach kawiarnianych liberalną młodzież warszawską. Z nami chodźcie! – nawołują kobiety z marszu – przebudźcie się!

Ich twarze nieruchome, uszy głuche – manekiny albo cudzoziemcy. Głowy oczadziałe od manipulacji. Zewnętrznie ładni, a w środku próżni jak wydmuszka. Co za jedni? Zagraniczni ateiści wybijają im Boga z głów. Polacy?pyta nadaremno siostra Maria. Siedzą, czytają „gówno”. Chochoły.

5

Siostra spod Jeleniej Góry zaczyna podejrzewać górali z Rabki o udział w piątej kolumnie Tuska. Wiele osób jest podstawionych, mają się wmieszać, robić zdjęcia od dołuostrzega. Inna siostra żąda, aby przegnać kudłatego fotografa z włosami jak sznury, ale uspokajamy: Im właśnie o to chodzi. Siostra Alicja mówi: – Tusk zadbał, by w tłumie pojawili się prowokatorzy. Groził, że rozprawi się ze wszystkimi, którzy wywołają burdę. A skąd wcześniej wiedział, że będzie burda? Wysłał swoje bojówki.

Dyskutujemy w drodze. Brat Marian z Otwocka analizuje sytuację rodzinną premiera Pawlaka; siostra z Ursynowa nadziwić się nie może Gowinowi: – Z takiej porządnej katolickiej rodziny, moja rodzina znała jego krewnych, a teraz w takim towarzystwie, że ręki bym mu nie podała.

Brat Rysiek, elektryk z Warszawy, Rycerz Chrystusa Króla, opowiada o swojej samotności: – Żona, czworo dzieci, a wszyscy „tuskowi”, nawet na rezurekcję nie można ich wyciągnąć.

I wtedy właśnie od strony stadionu z chóralną pieśnią nadchodzą posiłki – hufce kibiców Legii Warszawa! Pięknie nasz pochód zgrali organizatorzy z końcem meczu. Kibice nie relatywizują świata jak poganie, u nich rządzi biblijne tak–tak, nie–nie. Idą wspomóc nas. Niestety, zauważamy, że dołącza niewielu spośród nich. Jeden nawet staje w zdziwieniu i sprawia nam zawód słowem wypowiadanym do telefonu: Na Ujazdowskie nie jedź, zajebane są. Nie wiem, parady jakieś.

6

Oczekujemy słów premiera Jarosława Kaczyńskiego, które padną z podwyższenia ustawionego naprzeciw zamkniętych na głucho podwoi zamku kłamstwa, czyli kancelarii. Teraz odśpiewamy hymn – pada wezwanie z czoła marszu. Właśnie śpiewamy, kiedy siostra Maria ściska nas za ręce i krzyczy: Jest, jest! Wiwatujemy. Premier z dobrotliwą niecierpliwością uspokaja nas dłonią. Jego przemówienie potwierdza nasze obawy: obecna władza podnosi rękę na polski Kościół – blokuje Telewizję Trwam z nienawiści do prawdy. Z tego samego powodu nie wyjawia prawdy smoleńskiej. A Tusk co? – pyta jakaś siostra z gromady i sama sobie udziela odpowiedzi: Wyjechał do Gdańska, nie miał odwagi wyjść do tylu ludzi.

Premier Kaczyński wyjaśnia, że jego słowa dotyczą jedynie ludzi, którzy czują się Polakami. Bijemy brawa, a niektórzy spośród nas płaczą. „Zwracam się do ciebie, Zbyszku – wzywa prezes Ziobrę podczas przemówienia – Idźmy razem! Wracajcie!”.

7

Jarosław Kaczyński odjeżdża limuzyną z przyciemnionymi szybami. Przemawiają jeszcze inni panowie, ale nie wiemy dokładnie kto. Brat Marek uważa: Teraz już Tusk musi dać częstotliwość dla Trwam, bo wie, że jego gałąź jest podpiłowana.

Nagle zrywa się gwałtowny wicher, sztandary łopocą nad naszym pochodem, gdy osiągamy Belweder. Przemawia do nas Zbigniew Ziobro, głos i ręka mu drżą, ale my na całe gardło, jak jeden mąż krzyczymy: Jarosław, Jarosław!

I dopiero wtedy – jakby na rozkaz sił wyższych niż doczesne – zaczyna padać.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj