Czas bez strajków i demonstracji?
Euro-pax
Premier Tusk i inni przedstawiciele władzy apelują, aby w czasie Euro 2012 powstrzymać się od protestów, demonstracji i strajków.

A plany są niemałe: swoje akcje zapowiadali PiS, związkowcy z OPZZ i Solidarności, taksówkarze, celnicy (grożą strajkiem włoskim, o czym podobno już uprzedzili na piśmie szefa UEFA Platiniego), a także podwykonawcy przy budowie autostrad. Ostatnio PiS mięknie, zapewne pod wpływem badań opinii, według których ok. 70 proc. respondentów nie chce demonstracji podczas mistrzostw, a tylko 20 proc. sobie wyraźnie ich życzy.

Ponieważ teraz jest trend poszerzania elektoratu, prezes raczej się na wielkie protesty nie zdecyduje; poza wszystkim kibole są chyba jednak mistrzostwami zainteresowani. Podobnie Solidarność – „nie mówi tak, nie mówi nie”. Zapewne większość zapowiadających akcje jakoś się z nich wycofa, ale bez wątpienia zrobi z tego wycofania czyn heroiczny, dowód odpowiedzialności za państwo, postawi warunki, a moralnymi kosztami swojej powściągliwości obciąży Tuska. Mimo że Euro to nie impreza rządu.

Chodzi tu jednak o coś więcej. O to, czy i jak wytrzymamy wszyscy ze sobą przez te trzy tygodnie mistrzostw. Na ten czas nie można wyłączyć kraju z działania, wiele osób Euro po prostu w ogóle nie interesuje. Zresztą kraj nie stanie, na czas mistrzostw zaplanowane są dwa trzydniowe posiedzenia Sejmu i jedno Senatu, normalne wtorkowe posiedzenia będzie odbywał rząd. Jest jasne, że polityczne, ekonomiczne i społeczne problemy kraju nie znikają wraz z wbiegnięciem na boisko Lewandowskiego i kolegów.

Ale też nie udawajmy: to największa impreza, jaką organizowaliśmy w historii, następnej takiej może nie być przez 20, 30 lat. Wiele tysięcy ludzi przyjedzie do Polski pierwszy raz. Jeśli napotkają piekło na granicy, bo celnicy chcą przywilejów służb mundurowych, obrażonych taksówkarzy, bo kierowcy nie zgadzają się na regulacje ministra Gowina, demonstrujących w sprawie emerytur związkowców i ludzi PiS protestujących w sprawie telewizji Trwam, to jest pytanie, czy taką właśnie twarz chcemy pokazać Europie i światu. To tak, jakby zaprosić gości do domu, a potem na ich oczach kłócić się i urządzać awantury.

Nie chodzi tu o odbieranie nikomu praw, o zawieszanie życia i wpajanie siłą miłości do futbolu, ale o narodową, zbiorową kindersztubę. Potrzebny jest Euro-pax, także jako obywatelskie ćwiczenie, sprawdzian, czy w jakiejkolwiek sprawie potrafimy być jeszcze przez chwilę razem. Zaprosiliśmy, to się zachowujmy. Nie róbmy wiochy. Wytrzymajmy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj