Rekordowe zyski Ryanaira
Im gorzej, tym lepiej
W branży lotniczej straty, bankructwa i lamenty nad drogą ropą, a irlandzki gigant Ryanair ogłosił właśnie rekordowe zyski w swojej historii. Bezwzględna taktyka stosowana przez tę linię okazuje się najlepszą receptą na kryzys.

Recesja w Europie? Olbrzymie bezrobocie? Bardzo drogie paliwo? Dla większości linii lotniczych to prosta droga do olbrzymich strat, a dla niektórych – nawet do bankructwa. Tymczasem Ryanair przynosi właśnie w takich warunkach rekordowe zyski. Irlandzka linia zarobiła w roku finansowym 2011/12, kończącym się w marcu, aż 503 mln euro netto, czyli aż o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Do tego przewiozła 76 mln pasażerów, a liczba jej samolotów zbliża się do trzystu.

To z pewnością rozczarowujące dla wszystkich narzekających na brutalną taktykę stosowaną przez Ryanaira zarówno wobec klientów, jak i partnerów biznesowych. Tych pierwszych Irlandczycy kuszą niską ceną podstawowego biletu, którą potem rekompensują sobie szeregiem opłat dodatkowych. Niektórych łatwo uniknąć, podróżując tylko z podręcznym bagażem czy drukując kartę pokładową w domu. By ominąć inne, trzeba się sporo namęczyć, bo przykładowo bez opłat manipulacyjnych Ryanair akceptuje płatność tylko jednym typem karty.

Ale przecież Ryanair zarabia nie tylko na podróżujących. Znaczna część jego przychodów to dziś po prostu dotacje pod przykrywką opłat marketingowych od lokalnych samorządów, które utrzymują małe lotniska głównie dla potrzeb Ryanaira. Jeśli zaczynają się buntować, gigant natychmiast zamyka połączenia i przerzuca samoloty na inne trasy. A dzięki olbrzymiej siatce może to zrobić bez najmniejszych problemów

Ta biznesowa mikstura, doprawiona kontrowersyjnymi komentarzami szefa linii, zapewniającymi nieustanną darmową reklamę w mediach, sprawdza się znakomicie. Michael O’Leary przyznał niedawno w wywiadzie dla „Die Welt”, że nie zamierza oferować miejsc stojących czy kazać odchudzać się stewardesom, ale specjalnie podrzuca takie pomysły, aby wszyscy mówili o jego firmie. Europejczycy chcą dużo latać także w okresach recesji i nie zważają na niewygody, jeśli tylko znajdą atrakcyjną cenę. Co więcej, można ich nawet zmusić do płacenia nieco więcej za bilet, bo Ryanair chwali się inwestorom, że podniósł ceny w ubiegłym roku o 16 proc.

Nasz kraj to z pewnością rynek o dużym potencjale dla Irlandczyków, którzy po latach wożenia polskich pasażerów głównie do pracy zarobkowej na Wyspy, odważniej u nas zainwestowali. We Wrocławiu otworzyli pod koniec marca pierwszą polską bazę, a z kilku portów uruchomili szereg połączeń na południe Europy – nie tylko do Włoch i Hiszpanii, ale także na Maltę, Cypr czy Kretę. Z drugiej strony rośnie w ten sposób zależność polskich lotnisk od Ryanaira, który także z nami negocjuje z pozycji siły. By potem móc liczyć zyski, gdy inne linie zastanawiają się, jak przetrwać kryzys.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj