Kim jest najmłodszy z partyjnych rzeczników?
Rola życia
Ludowcy pracują nad pakietem ustaw społecznych, który zaprezentują po rozgrywkach euro. – W czasie turnieju nie zawracaliśmy Polakom głowy polityką, ale w zaciszu gabinetów pracowaliśmy nad ważnymi ustawami – mówi Krzysztof Kosiński, rzecznik PSL.
Rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Rzecznik PSL Krzysztof Kosiński.

Najmłodszy z partyjnych rzeczników (rocznik 1988) ma w tej pracy spory udział. Każdy dzień zaczyna od spotkania z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem, w ministerstwie gospodarki. Potem pracuje w klubie parlamentarnym PSL przy Wiejskiej.

Absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim lada dzień będzie bronił pracę magisterską na temat warunków pracy posła i senatora. Zieloną legitymację nosi od osiemnastego roku życia, jego matka też działa w partii. Gdy z rodzinnego Ciechanowa wyjechał na studia do Krakowa, szukał dla siebie miejsca i trafił do biura ówczesnego szefa Forum Młodych Ludowców Władysława Kosiniaka–Kamysza, od listopada zeszłego roku ministra pracy i polityki społecznej.

Krzysztof Kosiński i Władysław Kosiniak–Kamysz to ulubieńcy wicepremiera. Mają przyciągnąć do PSL młodych działaczy. Rzecznik zaimponował premierowi swoim medialnym obyciem i luzem, którego Pawlakowi zawsze brakowało. Pierwsze szlify zdobywał w telewizyjnym programie „Młodzież Kontra”, w którym młodzieżówki przepytują znanych polityków. – Nie bałem się krytykować nawet PO, choć była już z nami w koalicji – opowiada Kosiński. Udało mu się w tej kadencji wprowadzić zwyczaj przygotowania dla posłów PLS tak zwanych przekazów medialnych, czyli ściągawki ze stanowiskiem partii w sprawie, którą w danym dniu żyją media. Zorganizował też dla posłów kilka szkoleń medialnych. Przed kamerami radzi sobie świetnie, bo ma zdolności aktorskie. – Grałem w amatorskich teatrach w Krakowie między innymi główną rolę w „Tryptyku Rzymskim” i ojca Laurentego w „Romeo i Julii” – opowiada.

Politycy PSL przyznają, że choć jest wśród nich najmłodszy, to premier Pawlak liczy się z jego zdaniem. Miewa też kontrowersyjne pomysły, jak choćby ten ze słynnym spotem partii w ostatniej kampanii wyborczej pt. „Chodźmy za stodołę”. – Nie konsultowałem go wcześniej z szefem, ale ostateczny pozytywny odbiór spotu uratował mnie przed jego gniewem – zdradza Krzysztof Kosiński.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj