Są nowe dowody. Prokuratura wszczyna śledztwo ws. głośnego zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów
Nigdy się nie dowiecie
Nowe dowody odnalazły się dzięki dziennikarzom. Są to odbitki linii papilarnych utrwalone na foliach daktyloskopijnych. Do tej pory ślady te uznawano za zaginione.
Piotr Jaroszewicz z żoną Alicją Solską na promocji książki Edwarda Gierka, Warszawa 1992 r.
SLAWOMIR SIERZPUTOWSKI/Agencja Gazeta

Piotr Jaroszewicz z żoną Alicją Solską na promocji książki Edwarda Gierka, Warszawa 1992 r.

Proces o zabójstwo Jaroszewiczów, Warszawa 1996 r. Na salę rozpraw wchodzą: Krzaczek, Niuniek, Faszysta i Sztywny. W głębi po prawej siedzi Andrzej Jaroszewicz.
A. Urbanek/PAP

Proces o zabójstwo Jaroszewiczów, Warszawa 1996 r. Na salę rozpraw wchodzą: Krzaczek, Niuniek, Faszysta i Sztywny. W głębi po prawej siedzi Andrzej Jaroszewicz.

[Artykuł ukazał się w POLITYCE w lipcu 2012 roku w 20. rocznicę zabójstwa Piotra i Alicji Jaroszewiczów]

Mordercy weszli do willi przy ulicy Zorzy 19 w Aninie nocą z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. Kilkanaście godzin później, ok. godz. 23, do Anina przyjechał syn Alicji i Piotra, Jan Jaroszewicz. 2 września o godz. 0.30 starszy sierżant Dariusz Woźniak z miejscowego komisariatu przyjął zawiadomienie. W notatce napisał: „Opowiadał, że ojciec nie żyje. Matki nigdzie nie znalazł. Był spokojny i nie widać było śladów specjalnego zdenerwowania”.

O 1.00 w nocy na ulicę Zorzy dotarła policyjna ekipa z komendy przy Grenadierów. Po niej kolejne. Na piętrze w łazience znaleziono zwłoki Alicji Solskiej. Miała związane ręce i głowę roztrzaskaną kulą ze sztucera. Piotr Jaroszewicz był przed śmiercią torturowany. Przywiązano go do fotela i uduszono rzemieniem.

Podczas oględzin zauważono rozbite aparaty telefoniczne, nieporządek w kuchni (rozsypana mąka i cukier), ale – jak napisał w notatce jeden z policjantów – „pomieszczenia nie nosiły śladów dzikiego plądrowania”. Nie stwierdzono też, aby do willi ktoś się włamywał. Z domu nie zginęło nic cennego. Na ścianach pozostały obrazy, sprawcy nie wzięli też biżuterii. Jan i jego żona zeznali potem, że krótko przed śmiercią rodziców oddali im pożyczone wcześniej kilka tysięcy dolarów. Uznano, że właśnie ta waluta padła łupem napastników.

Wersje

Śledztwo od początku było skażone błędami. Podczas pierwszych godzin po wykryciu zbrodni przez dom Jaroszewiczów przewaliło się kilkadziesiąt osób: policjanci, prokuratorzy, różni eksperci, członkowie rodziny. Zadeptywano ślady, nanoszono nowe. Robert Duchnowski, policyjny technik fotograficzny, wspomina dzisiaj, że kiedy nastawił obiektyw na ślad buta odciśnięty w kałuży krwi, nagle w kadrze dostrzegł czyjeś nogi. – Był to któryś z komendantów, a kiedy zwróciłem mu uwagę, ofuknął mnie, że przeszkadzam – opowiada. Zapamiętał, że odcisk obuwia był charakterystyczny, odpowiadający trampkom. Nikt z domowników ani śledczych w takich butach nie chodził.

Badano równolegle kilka hipotez: sprawa o podłożu czysto kryminalnym, wątek rodzinny i zabójstwo na tle politycznym. Sprawy rodzinne zajęły uwagę śledczych, bo synowie Piotra Jaroszewicza nie darzyli się, delikatnie mówiąc, braterskimi uczuciami. W śledztwie wyszło na jaw, że Alicja Solska, macocha Andrzeja Jaroszewicza, traktowała go jak osobistego wroga. Maria O., jedna z gospoś pracujących u Jaroszewiczów, zeznała, że Solska nienawidziła pasierba do tego stopnia, że chciała go zabić. „Powiedziała mi kiedyś, że jak będę mądra, to moja rodzina będzie miała willę, ale Andrzej musi być zlikwidowany”. Sam Andrzej Jaroszewicz, dzisiaj 66-letni, przyznaje, że z Alicją Solską miał złe relacje. To z jej powodu ojciec wysłał go na kilka lat do swojego przyjaciela, mieszkającego w Pruszczu Gdańskim – tam zrobił maturę.

Alicja Solska miała dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Andrzej Jaroszewicz był synem Piotra i Oksany. Jego matka zmarła, kiedy miał zaledwie siedem lat. Wkrótce ojciec związał się z ówczesną dziennikarką „Trybuny Ludu”, Alicją. Z tego związku na świat przyszedł Jan. Krótko przed zabójstwem w domu Jaroszewiczów spędzała wakacje wnuczka Alicji Kasia, mieszkająca w USA. 14-latka spotykała się z chłopakami z sąsiedztwa. Nakryli ją kiedyś, jak mimo zakazu przyprowadziła do domu jednego z kolegów. Śledczy dokładnie sprawdzili wszystkich nastolatków, z którymi spotykała się Katarzyna. Skrzętnie odnotowali ich pseudonimy: Kołek, Orzech, Glizda, Jajek i kilku innych – ustalono, że nie mieli związku z napadem.

Poważnie zajmowano się też motywem politycznym. Piotr Jaroszewicz pracował nad drugą częścią swoich wspomnień, fama głosiła, że zgromadził kompromitujące dla ekipy Wojciecha Jaruzelskiego dokumenty. W stanie wojennym Jaroszewicz był internowany – miał osobiste powody, by szukać odwetu. W domu nie znaleziono żadnych papierów ani notatek dotyczących tajnych spraw z okresu PRL – dla wielu było to wystarczającym dowodem, że sprawcy dokonali włamania, aby ukraść dokumentację Jaroszewicza.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj