Pies czyli kot
Znieczulenie
Wesoło nie jest, a to za sprawą naszego stałego ludowego balastu, czyli PSL.

Nie pamiętam, czy był rząd, którego by ta kłoda nie obciążała. Oczywiście nikt nikogo do życia z kłodą nie zmusza, ale w polityce temu silniejszemu zawsze się wydaje, że z kłodą da sobie radę. Głównemu ideologowi ludowemu Waldemarowi P. – nazwiska nie podaję, bo jest on podejrzany o to, że nigdy nie popełnił żadnego przestępstwa – nie grozi nic poza utratą twarzy po dentystycznym znieczuleniu, które trzyma go od zawsze. Wszystkie działania prezesa są, jak wspomniałem, zgodne z prawem jeszcze bardziej niż to możliwe. W końcu każdy ma rodzinę i przyjaciół – mówi szef PSL. I jak się okazuje, jest to krótki, ale za to jedyny program polityczny partii.

Ten program właśnie stał się w ostatnich dniach głównym tematem dyskusji. Czy PSL opuści koalicję, a jeśli tak, to czy zrobi to sam, czy zmuszony? Czy się rozpadnie, czy może wypichci jeszcze coś innego? Większość rozmówców opowiada się za odejściem, ale zawsze na końcu dodają, że chyba do tego nie dojdzie i koalicja rządowa się utrzyma. Dlaczego? Dlatego, że doszliśmy do takiego politycznego układu, w którym praktycznie nie ma możliwości, by jakakolwiek opozycja była w stanie przejąć władzę.

O samym PSL panuje ogólne przekonanie, że większość partii politycznych bardzo go nie lubi. Mnie się zdaje, że PSL też sam siebie nie lubi. Po zastanowieniu się podejrzewam, że właśnie to jest gwarantem jego trwania. Te tysiące wzajemnych haków, które oficjalnie ponagrywali na samych siebie, te wszystkie plugastwa, obelgi i podłości trzymają ich mocniej niż miłość, przyjaźń, obowiązki i to, co się nazywa etyką.

Bardzo przytomnie mówił o sytuacji w rolnictwie polskim europoseł Wojciech Olejniczak z SLD. Podkreślił, że PSL zawłaszczyło politycznie polską wieś ze wszystkimi jej strukturami. Przypomniał też, że Komisja Europejska zawsze bardzo szybko reaguje na wszelkie nieprawidłowości i „taśmy PSL” mogą się odbić bardzo dramatycznie – zmniejszonymi dotacjami. Rozmowa odbywała się w TVN24 i brał w niej także udział inny europoseł – Paweł Zalewski z PO, który z diagnozą i oceną Olejniczaka zgodził się bez zastrzeżeń. Jakże egzotyczna sytuacja! Poseł z rządzącej partii zgadza się z opozycją. Przyznam, że przerwałem jedzenie zupy, by wysłuchać tej rozmowy – wyważonej i cały czas konkretnej, bez osobistych wycieczek i pustych frazesów – za to z poczuciem odpowiedzialności za słowo. Podróże kształcą nawet polityków.

A ci, którzy nie wyjeżdżają, watują po staremu. Na każde trudniejsze pytanie odpowiedź mgła. Dlaczego po wprowadzeniu w maju ubiegłego roku ustawy refundacyjnej Ministerstwo Zdrowia przez pięć miesięcy nad nią nie pracowało? – zapytała Agnieszka Kublik ministra Arłukowicza. A Arłukowicz na to: Trudne zmiany zawsze wymagają ogromnego nakładu pracy. W dalszym ciągu rozmowy minister zapowiedział stworzenie systemu konkurencyjnego dla NFZ, co doprowadzić ma do wzrostu jakości leczenia. Brzmi to jak bajka – powiedziała dziennikarka. Bajki czasem się sprawdzają – zareplikował minister.

Dodam tylko, że bajka – jak pamiętamy – to opowieść z morałem, a jej istotą jest alegoryczność. W naszej sytuacji bajka o Czerwonym Kapturku wyglądałaby tak: dziewczynka dostała receptę na lek dla babci. W odpowiednim oddziale NFZ potwierdziła jej ważność, w innym oddziale uzyskała zaświadczenie, że lek podlega refundacji. Potem poszła jeszcze raz do lekarza, by wskazał odpowiedni zamiennik leku. W tym czasie wilk spokojnie zeżarł babcię, wyspał się, a potem zniecierpliwiony wyszedł i tyleśmy go widzieli. Żaden myśliwy – nawet prezydent Komorowski – by go nie dopadł, by rozpruć mu brzuch i wydobyć połkniętą pacjentkę. Babcia przepadłaby na amen. A morał jest oczywisty – ślamazarne realizowanie recept skutecznie zmniejsza liczbę chorych w kraju. I to jest bardzo pozytywne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj