szukaj
PSL chce zakazać sondaży przed wyborami
PSL chce zakazać mediom publikacji sondaży wyborczych na dwa tygodnie przed wszystkimi wyborami. Pomysł rozdrażnił koalicyjną Platformę, ale znalazł poklask w opozycji.
Sondażowe wyniki wyborów prezydenckich 2010 roku.
Łukasz Głowala/Forum

Sondażowe wyniki wyborów prezydenckich 2010 roku.

Czytaj także

Według pierwotnych planów zakaz miał obowiązywać przez cały okres oficjalnej kampanii wyborczej, czyli już od dnia zarządzenia wyborów. Jednak do laski marszałkowskiej pod koniec sierpnia ostatecznie trafi projekt z zakazem dwutygodniowym. – Wierzymy, że skrócenie tego okresu do czternastu dni przekona naszego koalicjanta, że pomysł ma sens i poprze nasze propozycje – mówi Eugeniusz Kłopotek, który będzie reprezentował klub w pracach nad projektem.

Zakaz ma obowiązywać  w wyborach parlamentarnych (krajowych i do Parlamentu Europejskiego), na prezydenta oraz samorządowych.

Niekompetentne sondażownie

Dziś kodeks wyborczy zakazuje podawania sondaży do publicznej wiadomości tylko w czasie 24–godzinnej ciszy wyborczej, do momentu zakończenia głosowania. Za publikację sondażu w tym czasie grozi kara grzywny od pół do miliona złotych. PSL chce zmniejszyć dolną granicę do 10 tys. zł. -  Naruszenia przez mniejsze media zakazu publikacji sondaży narażałoby je na karę w olbrzymiej wysokości, której zapłacenie oznaczałoby finansowe bankructwo – mówi Kłopotek.

Ludowcy napisali w uzasadnieniu projektu, że zakaz „ma zapewnić wyborcom spokój i pełną swobodę w podjęciu ostatecznej decyzji wyborczej, w warunkach wolnych od presji, jaką wywołuje kampania wyborcza, szczególnie w ostatnich dniach przed głosowaniem”. Dodają, że sondaże wyborcze są jednym z najsilniej oddziałujących na wyborców elementów kampanii. Zarzucają pracowniom badawczym, przygotowującym sondaże, że często badania są przeprowadzone w sposób mało profesjonalny i rzetelny, „co niestety odbija się negatywnie na ich wynikach i doprowadza do tego, że są one często zmanipulowane i nie odzwierciedlają rzeczywistego stanu stosunków społecznych.”

Koalicja z opozycją

Rafał Grupiński, szef klubu Platformy Obywatelskiej, już dziś rozwiewa jakiekolwiek nadzieje koalicjanta na wejście w życie projektu: – Nawet jeśli znajdą koalicję, by ustawa przeszła przez Sejm, to nie sądzę, aby prezydent złożył pod nią swój podpis. Choć akurat patrząc na doświadczenia poprzednich wyborów prezydenckich, podniesienie ręki za projektem mogło by się PO czasem opłacać. Do prezydenckiej porażki Tuska w 2005 r. w dużej mierze przyczyniło się 360 tys. wyborców, którzy w pierwszej turze zagłosowali na niego, ale obserwując przedwyborcze, dobre dla niego sondaże i przekonani o jego zwycięstwie, odpuścili sobie pójście na drugą turę. Wtedy zwyciężył Lech Kaczyński.

Przy sprzeciwie PO wiele wskazuje na to, że wparcie dla sondażowego zakazu PSL znajdzie po opozycyjnej stronie parlamentu w PiS, SLD i w Ruchu Palikota. Z PiS dochodzą sygnały, że z zadowoleniem patrzą na zakaz publikacji sondaży. - Czasami wyborcy widzą, że nie możemy przekroczyć dwudziestu kilku procent i to demobilizuje elektorat. Zapomnienie o sondażach na dwa tygodnie przed wyborami może nam tylko pomóc – mówi poseł PiS. Sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski przyznaje, że ludowcy przedstawiali pomysł i „władze partii uznały go za interesujący.” W gabinetowych rozmowach pozytywnie o projekcie wypowiadają się też decydenci z Ruchu Palikota.

Małym ugrupowaniom, które w sondażach nie przekraczają zazwyczaj progu wyborczego pomysł PSL jest nie na rękę. Patryk Jaki  z Solidarnej Polski zaznacza, że nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska klubu w tej sprawie, ale ze wstępnych rozmów wynika, że będą przeciwni. Ziobryści wiedzą, że na ostatniej prostej - w czasie intensywnych działań kampanijnych, ich wynik sondażowy może skoczyć do góry.  To z kolei mobilizuje tych, którzy obawiają się oddać „głos zmarnowany”, na ugrupowanie, które i tak znajdzie się poniżej progu. – Ostatni sondaż przed dniem obowiązującego 14-dniowego zakazu może mieć decydujące znaczenie dla wyników wyborów. Obawiamy się sytuacji, że jakiś sztab wyborczy może swoimi kanałami wpłynąć na wynik sondażu i dzięki temu zdobędzie dodatkowe procenty w wyborach – mówi Jaki.

Choć ustawa najpewniej nie wejdzie w życie, to już tak zaawansowane zabiegi ludowców zapowiadają kolejną, po aferze z taśmami Serafina, koalicyjną burzę.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+