Nowe przywileje dla rolników?
Grunt to ulga
Stanisław Kalemba, nowy minister rolnictwa, ogłosił, że od 2014 r. rolnicy zaczną płacić podatek dochodowy. Czy oznacza to, że państwo wreszcie zacznie traktować rolników podobnie jak innych przedsiębiorców?

Nie. To po prostu Waldemar Pawlak usiłuje – kosztem państwa – załatwić swoim wyborcom kolejne zwolnienie podatkowe i poprawić swoją polityczną pozycję przed jesiennym kongresem ludowców. Ustami Kalemby ogłosił, że nowy podatek dochodowy zastąpić ma obecnie obowiązujący podatek rolny, związany z powierzchnią posiadanych gruntów. Nie może być przecież tak, twierdzi minister, że rolnicy będą jednocześnie płacić dwie daniny.

Gdyby zapowiedź Kalemby miała stać się faktem, od 2014 r. ogromna większość z 1,5 mln gospodarstw nie płaciłaby nawet dotychczasowego symbolicznego podatku rolnego ani też nowego, dochodowego, bo nie osiągają wystarczających dochodów. Obciążenia podatkowe rolników, i tak bardzo niskie, stałyby się jeszcze mniejsze. W przypadku przedsiębiorców, którzy rolnikami nie są, brak zysku nie jest żadnym argumentem skłaniającym gminę do obniżenia im podatku gruntowego (to też podatek od ziemi, tyle że nierolniczej). Te dwie daniny wydają się czymś całkowicie normalnym. Tak jak mieszczuchom, którzy przedsiębiorcami nie są, normalny wydaje się fakt, że – oprócz PIT – płacą także podatek gruntowy od powierzchni zajmowanego domu czy mieszkania. Ponieważ samorządy są bardzo zadłużone, od nowego roku podatek gruntowy dla przedsiębiorców może wzrosnąć – aż do 88 gr za m kw., czyli nawet 8,8 tys. zł za hektar. Posiadacze mieszkań, także najubożsi, również będą musieli płacić więcej.

Tymczasem, według wyliczeń Ministerstwa Finansów, średni wymiar podatku rolnego w ciągu ostatnich 5 lat wynosił ok. 100 zł z ha, a rolnikiem jest ten, kto ma ziemię, a nie ten, kto żyje z jej uprawy. Ziemia daje dopłaty i prawo do finansowanej przez państwo emerytury, a także prawo płacenia niskiego podatku rolnego, zamiast kosztownego gruntowego. I pozwala uprawiać fikcję. Spośród gospodarstw korzystających z wszelkich przywilejów dla rolników tylko 12 proc. żyje naprawdę z rolnictwa. Dla nich uprawianie ziemi lub hodowla jest głównym źródłem utrzymania, to do nich powinna być adresowana polityka rolna. Aż 47 proc. rolników utrzymuje się natomiast z pracy najemnej. Tyle że to praca na czarno, bo legalna wiązałaby się z utratą przywilejów.

Traktowanie posiadaczy gospodarstw rolnych jako grupy obywateli specjalnej troski ten chory stan utrwala. Dobre gospodarstwa nie mogą się powiększać, bo właściciele słabych, niedochodowych, w tej sytuacji nigdy nie pozbędą się ojcowizny. I mamy klincz.

Z najnowszego Powszechnego Spisu Rolnego wynika, że aż 56 proc. gospodarstw rolnych w Polsce stanowią te najmniejsze, do 5 ha. W 2002 r. było ich 58,6 proc. Chora struktura polskiego rolnictwa została zamrożona. Tak małe gospodarstwa nie mają szans, aby stać się dochodowe. Polityka PSL prowadzi do tego, by zawsze trzeba było im pomagać, a wielkość tej pomocy była ­zależna od uczestnictwa ludowców w koalicji rządzącej.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj