Politycy kandydują na prezesa PZPN
Partyjna czujność
Politycy zapowiadają skok na PZPN. Ich słodką tajemnicą jest w jaki sposób przekonają do siebie elektorów na wyborczy zjazd.

Roman Kosecki jest kolejnym politykiem, który zgłosił swój udział w wyścigu na stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wcześniej zrobili to europoseł PiS Ryszard Czarnecki oraz poseł Solidarnej Polski Mieczysław Golba. To się nazywa partyjna czujność – skoro przy okazji tych wyborów można się przypomnieć opinii publicznej, to trzeba skorzystać, zwłaszcza jeśli w pracy parlamentarnej nie ma się specjalnie czym pochwalić. I nawet jeśli nie ma się szans na elekcję. Bo prezesa PZPN nie wybiera Sejm, ale przedstawiciele terenowych struktur związku oraz klubów Ekstraklasy i 1. Ligi.

Kandydatura Czarneckiego funkcjonuje już właściwie wyłącznie formalnie; sam przyznał, że widzi swoje szanse tylko jeśli prawo wyborcze zostanie przyznane „wszystkim kibicom” – co mniej więcej oddaje powagę tej kandydatury. Poseł Golba jest wiceprezesem Podkarpackiego ZPN, Kosecki chwalił się poparciem w rejonie mazowieckim, ale to trochę mało, by podczas zjazdu uzbierać wymaganą większość głosów. 

Za sznurki stara się pociągać niestrudzony Kazimierz Greń, który z wielkiego admiratora obecnego prezesa – Grzegorza Laty - stał się jego zaciekłym wrogiem. Greń prezesuje Podkarpackiemu ZPN, koleguje się z Golbą, a teraz oświadczył, że zainspirował Koseckiego do startu. Tajemniczo mówi o planie, mającym na celu przewrót na szczytach piłkarskiej władzy, a który to plan na dziś wydaje się sprowadzać do prostego patentu – montowania koalicji kandydatów z szansami większymi i mniejszymi, którzy pozornie ze sobą walczą, a tuż przez wyborczym zjazdem cedują głosy na jednego – z największym poparciem.

Każdy z kandydatów-polityków zachowuje się jednak tak, jakby tylko jego osoba była gwarancją odsunięcia od władzy obecnego prezesa, Grzegorza Lato. Przez cztery lata na posadzie nabył on wprawdzie nieco ogłady potrzebnej podczas publicznych wystąpień, ale nie zrobił nic, by zmienić wizerunek człowieka, który niewiele wie i rozumie oraz nieprędko się uczy. Poza tym musiał się jeszcze tłumaczyć z zarzutów korupcji podczas przetargu na budowę nowej siedziby PZPN. 

Tymczasem szanse Laty na reelekcję są minimalne, bo niemal całkowicie utracił on poparcie terenu. Jak na razie wojewódzcy baronowie piłkarscy jeszcze nie wyłonili ze swojego grona nominata. Być może stanie się to podczas ich spotkania zaplanowanego na najbliższy piątek. Środowisko jest podzielone i trudno się spodziewać, by zgodnie namaszczono jednego z baronów. Ale jeśli się to uda, będzie można powiedzieć: oto faworyt.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj