Odrealnienie polskiej szkoły trwa
Witajcie w nierealu
Tato, szkoła jest jak Amber Gold: tysiące skrzywdzonych ludzi – skonstatowała w powrotnej drodze z wakacji 11-letnia dziewczynka, czym tata natychmiast podzielił się z radiosłuchaczami.

Mówi się, by nie jojczyć już wreszcie, że dzieci ciągle siedzą przy komputerze albo przed telewizorem. I nie używać archaicznego rozróżnienia na real i wirtual, bo sieć i wszechobecna pajęczyna medialna jest dla młodzieży oczywistą rzeczywistością od samego urodzenia. Można by uznać ten postulat bez zastrzeżeń, gdyby to, co uchodziło za twardy real, nie stawało się nierealem. Rzeczywistość szkolna, do której właśnie logują się uczniowie, bardzo stara się unowocześnić, ale zmieniany w biegu system raz po raz się zawiesza, a stare wirusy bezustannie mutują. Uporczywie zawiesza się ostatnio na przykład sprawa e-podręcznika, jakby w MEN obłędnie klikano to enter, to escape. Obecnie kliknięto enter pilotażowo – dla 402 szkół. Dopiero w 2015 r. ma dołączyć reszta.

Dwie publikacje z najnowszego numeru POLITYKI pochylają się nad zagadkami: dlaczego polska młodzież więcej wie o lwach niż o żabach oraz dlaczego, stając oko w oko z obcokrajowcem, zapomina języka w gębie. Ani w liczbie lekcji, ani w poziomie nauczycieli problem. Znajome i nowe wirusy się tu objawiają. Treści przedmiotów szkolnych takie, jakby z każdego ucznia miał wyrosnąć badacz akademicki. Obsesja oceniania – i ucznia, i nauczyciela. Jakby celem było samo uczenie, a nie realna wiedza i umiejętności. Jeśli szkoła realnie czegoś uczy, to coraz częściej sprawności w zaliczaniu testów. Ucieczki przed wirusem globalnej testomanii nie ma, bo i szkoła wedle wyników testów jest sądzona, i polski system edukacyjny na tle europejskim. (Ileż ogólnonarodowego frasunku wynika z tego, jak młodzież popisze się w testach PISA).

Tak postępuje odrealnienie szkoły. I nie ma tu jakichś szczególnych pretensji do szkoły polskiej. Za wszystkim kryją się rozterki zgoła cywilizacyjne, wynikające z demokratyzacji dostępu do wiedzy. Do niedawna uczeń musiał sprostać wszechmądrej szkole, dzisiaj – wyedukowany w sieciowym i medialnym realu – sam jest wyzwaniem dla szkoły. Jak pewna ośmiolatka na lekcji środowiska. Dzieci miały zobrazować to, co było napisane na rozlosowanych karteczkach. Wyciągnęła żubra, dzielnie odrzuciła ofertę skorzystania z pomocy naukowych – któż by nie widział żubra? – i odmalowała. Dorodną, hiperrealistyczną puszkę piwa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj