Czy posłowie są inwigilowani?
Posłowie się osaczyli
Powrót posła po wakacyjnej przerwie zawsze oznacza wyraźne ożywienie życia politycznego, co cieszy sprawo­zdawców, którzy już nie muszą ścigać nielicznych dyżurnych, by uzyskać komentarz do bardzo ważnego lub zupełnie nieważnego wydarzenia.

Teraz kolejki do kamer i mikrofonów ustawiają się praktycznie same. Nakłada to większe obowiązki na rzeczników prasowych, którzy muszą wymyślić kilka tematów konferencji prasowych dziennie. Zasada jest prosta – im mniejsza partia, tym więcej konferencji.

Tymczasem jeden z rzeczników, Dariusz Joński z SLD, już wpadł w kłopoty i niewątpliwie będzie miał ograniczony dostęp do niezbędnych dla rzecznika narzędzi pracy. Otóż poseł Joński zgubił swój tablet i przy okazji próby odzyskania jego zawartości dowiedział się, że nie ma problemów, bo wszystkie informacje są na sejmowym serwerze i może na płycie dostać całą dokumentację, tak jak od lat dostają ją np. posłowie, którzy nie zostali ponownie wybrani, a chcą zachować na pamiątkę swój poselski dorobek.

Poseł wprawdzie nie poczuł się jeszcze za bardzo inwigilowany, ale jednak głęboko zaniepokojony – tablet więc odkupił i demonstracyjnie Kancelarii Sejmu zwróci. Nie chce, aby jego partyjna działalność i ważne, strategiczne partyjne dokumenty trafiały na ogólny serwer.

Zwrot tabletu wydaje się jednak działaniem raczej minimalistycznym, gdyż idąc tym tropem, poseł Joński powinien zrezygnować z używania jakiegokolwiek sejmowego komputera, bo wszystkie mają wspólny serwer. Powinien też oddać telefon komórkowy, a może także nie używać kart do bankomatu, bo one też pozostawiają ślady.

Kwestia śledzenia za pomocą tabletu zaintrygowała również posła Kaczmarka, znanego jako agent Tomek. Zaczął się obawiać, że Kancelaria Sejmu, a może nawet inne służby, będą mogły śledzić trasy jego poruszania się po mieście. Tej funkcji jednak centralnie w tabletach nie uruchomiono, pozostawiając rzecz do uznania samym posłom. Może gdyby poseł Joński ją uruchomił, odnalazłby swój tablet, śledząc drogę jego przemieszczania się, ewentualnie pobytu. O tych wszystkich możliwościach i zasadach działania informowano posłów na

specjalnym szkoleniu. Zapewne poseł Joński je zaniedbał i teraz stał się obiektem kpin internautów z kraju, a nawet z zagranicy, co przyjemne być nie musi – jest bowiem członkiem ugrupowania, które stawia na nowoczesność. Dość przypomnieć, że to przecież z inicjatywy dawnego szefa SLD Grzegorza Napieralskiego powstała w Sejmie komisja do spraw nowych technologii.

Uczęszczanie na szkolenia nie jest mocną stroną posłów, z czego może zrodzić się w najbliższych dniach problem wielkiej wagi politycznej. PiS zażądało utajnienia obrad na temat Amber Gold, aby premier mógł swobodnie przedstawić także tajne informacje, dostarczone mu na przykład przez ABW. Rzecz jednak w tym, że Straż Marszałkowska nie będzie mogła wówczas wpuścić na salę posła Jarosława Kaczyńskiego, który nie przeszedł szkolenia z zakresu postępowania z informacjami niejawnymi, a jego dawne premierowskie certyfikaty nie mają już mocy obowiązującej. Czy szefostwo klubu, zgłaszając wniosek o utajnienie obrad, chciało zrobić prezesowi na złość? Podobno w PiS są konflikty, ale żeby aż takie?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj