Forume Ekonomiczne w Krynicy zakończone
Dwa deptaki
Hasło „Gospodarka, głupcze” miało w minionym tygodniu spore wzięcie. Największe w Krynicy, gdzie odbywało się Forum Ekonomiczne.

Zjechało tam kilka tysięcy osób, w tym tak wiele z zagranicy, że na deptaku język angielski konkurował z polskim, co być może zniechęcało nasze polityczne sfery do czynnego uczestnictwa w niezliczonych panelach. Gdyby wymienić tematy w Krynicy nieobecne, to absolutnie niezauważona została notatka ABW mająca źle świadczyć o premierze („ostrzegł syna, nie ostrzegł Polaków”). Nie zajmowano się promocją kancelarii prawnej Romana Giertycha oraz jego marszem po władzę w PO lub gdziekolwiek indziej. Nie śledzono zapowiedzi kolejnych wniosków o powołanie kolejnej komisji śledczej.

Jeśli czegoś żałowano, to nieobecności premiera i ministra finansów, a także jego zastępców. Podobno premier nakazał im pobyt w stolicy. Szkoda, bo minister Jacek Rostowski zdecydowanie bardziej przydałby się w Krynicy niż w Warszawie, gdzie robił nazbyt pospieszny bilans gospodarczych obietnic PiS, co ostatecznie wypadło słabo, bo jak przeliczyć na pieniądze tak ogólne obietnice? Może też z tego powodu program gospodarczy PiS nie wzbudził żadnych emocji ani nawet dyskusji, mimo że część ekipy gospodarczej PiS, nieuwikłana akurat w walkę o ujawnienie notatki ABW, na deptaku się pojawiła.

Nie budził też większego zainteresowania Janusz Palikot, przechadzający się z książeczką zatytułowaną „50 miliardów”, czyli z jego własnym programem gospodarczym, mającym przynieść budżetowe oszczędności na tę akurat kwotę, co mogłoby być podstawą przyszłej koalicji PiS z Ruchem Palikota. Co Palikot oszczędzi, to Kaczyński wyda? To jest jakiś pomysł. Zdecydowanie większe zainteresowanie wzbudziła prawie godzinna rozmowa Aleksandra Kwaśniewskiego z Palikotem. Czy budują jeszcze jedną lewicę, tym razem bardziej liberalną, która już nie chce, by państwo zajmowało się wznoszeniem fabryk? Krynicki klimat nie służył jednak politycznym spekulacjom, gdyż zgromadzonych bardziej interesowała choćby przyszłość gazu z łupków (panele na ten temat wręcz elektryzowały), prognozy dla strefy euro, cyfryzacja i nowe technologie, spowolnienie gospodarcze w Polsce. Ale bywało też, że jawnie zżymano się na rozpowszechnioną tezę, że mamy w Polsce kryzys. Jaki kryzys? W Polsce nie ma kryzysu i może go nie będzie. W tej sprawie jednak zgody nie było, bo i grono pesymistów też dało znać o sobie, choć nie było ono wielkie.

W każdym razie zdecydowanie mniejsze niż na sejmowym deptaku w Warszawie, gdzie polityczna modlitwa o kryzys tym razem zaowocowała niezliczonymi wezwaniami do debat. Jarosław Kaczyński wystosował zaproszenie do ekonomistów o bardzo różnych poglądach, pomijając wszakże sfery rządowe, a już szczególnie ministra finansów – w czym nie ma niczego nadzwyczajnego, bo przecież od dawna wiadomo, że prezes PiS ma własne państwo przy ul. Nowogrodzkiej i obecnego rządu antypolskiego nie uznaje. Jest jednak postęp. Zaproszenia wystosowano do Leszka Balcerowicza, którego zapewne szczególnie ucieszy propozycja praktycznej likwidacji OFE i skierowania wszystkich pieniędzy do ZUS, oraz Marka Belki, bo jednak istnienia banku centralnego trudno nie zauważyć, nawet w państwie PiS.

Rozpatrywana w kategoriach ekonomicznych czy naprawy gospodarki propozycja Kaczyńskiego nie ma żadnego sensu, chyba że byłaby kolejną konferencją przy drzwiach zamkniętych, podczas której znani ekonomiści wymieniliby znane sobie własne poglądy. Zawsze przecież warto się spotkać, także w Warszawie, nie tylko w Krynicy. Próbował już tego prezydent Bronisław Komorowski przy okazji dyskusji o OFE, co nie miało większego znaczenia dla realnych rozwiązań. Politycznie Kaczyński okazał się jednak zręczny. Raz jeszcze zepchnął rząd i Platformę do defensywy, próbując jednocześnie pokazać, że nie jest już politykiem jednego tematu. Nie ma co lekceważyć jesiennej ofensywy PiS, bo zaraz dołączy się związek Solidarność, Radio Maryja, a nawet piosenkarz Paweł Kukiz, który chce obalić ordynację wyborczą, oblegając Sejm, co wedle Prokuratury Warszawa Śródmieście, rozpatrującej skargę na oblężenie posłów przez Solidarność, jest najzupełniej dozwolone.

Rozmaici celebryci w kwestiach politycznych mają zdanie wyrobione i to oni najczęściej wypowiadają się, jak Polskę naprawić. Z Kukizem Kaczyński może mieć jednak kłopot. Prezes PiS zawsze za najgroźniejsze dla Polski, bo grożące głównie korupcją, uważał jednomandatowe okręgi wyborcze, a Kukiz innej recepty na naprawę państwa nie widzi. Ciekawe, czy panowie chodzą po tym samym deptaku?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj