DEBATA: Komu finansować in vitro?
Co z prezeskami?
Donald Tusk zapowiedział rzecz w tym kraju pod wieloma względami rewolucyjną. Państwo, nie oglądając się na spory w parlamencie, zacznie refundować zabiegi in vitro. Jak zawsze diabeł tkwił będzie w szczegółach – komu, jak i na jakich zasadach.
Polityka.pl

Premier Tusk zaczął stosować uderzenia wyprzedzające. Najpierw sam złożył w Sejmie wniosek o wotum zaufania dla swego rządu, czym utrącił podobny plan PiS-u.

Teraz - w tygodniu, w którym w Sejmie ma wreszcie powstać ostateczny projekt ustawy regulującej kwestie in vitro - zapowiedział, że państwo, nie oglądając się na poselskie przepychanki, rozpocznie finansowanie zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego.

Nie potrzeba do tego specjalnej ustawy – wystarczy program zdrowotny, który powstaje właśnie w Ministerstwie Zdrowia. W ramach tego programu in vitro zostanie opisane i ustandaryzowane jako procedura medyczna i wciągnięte na listę, podobnie jak dziś jest na niej np. wycięcie migdałków czy złożenie złamanej kości podudzia. W ramach programu budżet państwa zapłaci w ciągu najbliższych 3 lat – już od lipca 2013 r. - za zabieg in vitro dla 15 tys. par. Rocznie będzie na to przeznaczane 100 mln zł. Premier podkreślił, że finansowane będą jedynie te procedury in vitro, które będą gwarantować bezpieczeństwo zarodków (cokolwiek by to miało znaczyć – na dziś nie ma tu twardych ram, ma to dopiero wyznaczyć ustawa która w bólach rodzi się w Sejmie).

Konferencja premiera miała charakter programowy – miała bardziej przedstawić ideę, niż szczegóły – które przygotuje dopiero Ministerstwo Zdrowia. Jak zawsze w takich sytuacjach pojawia się mnóstwo pytań. Czy o finansowanie będzie się mogło ubiegać tylko małżeństwo, czy również pary w niesformalizowanych związkach, a może nawet single? Na razie wiemy tylko tyle, że górną granicą wieku dla kobiety będzie 40 lat i trzeba będzie udowodnić, że wcześniej przez rok były prowadzone próby innych – niż in vitro – metod leczenia niepłodności.

To, że premier nie przedstawił na konferencji gotowego projektu ze wszystkimi szczegółami, ma swoje dobre i złe strony. W najbliższych tygodniach będą się mnożyły doniesienia, wraz z kolejnymi zapisami, wyciekającymi z prac zespołów w Ministerstwie Zdrowia i NFZ. Z drugiej strony – taka debata jest w Polsce niezbędnie potrzebna. Premier zapowiedział, że kluczowym powodem jest dla niego likwidacja nierówności w dostępie do zabiegów sztucznego zapłodnienia. Dziś na ten wydatek 10-20 tys. zł., stać tylko najbogatszych.

Miejmy nadzieję, że wokół in vitro finansowanego z budżetu państwa powstanie również system kwalifikacyjny, jasne kryteria, które skierują strumień pieniędzy przede wszystkim do par 20-30-letnich, od wielu lat bezskutecznie starających się o dziecko. W takich przypadkach brak funduszy może być realną, życiową tragedią. Czy jednak oznacza to również, że o refundację zabiegu in vitro będzie się mogła np. starać 39-letnia wiceprezes dużej korporacji, która całe swoje dotychczasowe życie poświęciła zarabianiu pieniędzy, rozwojowi zawodowemu i inwestowaniu w siebie, a potem nagle zapragnęła zostać matką?

Takich dylematów jest sporo, nad kryteriami potrzebna jest debata nie tylko o wymiarze moralnym, ale również o aspekcie sprawiedliwości społecznej wobec tych, którzy już mają i wychowują dzieci.


DEBATA: Czy, komu i na jakich zasadach powinno się finansować zabiegi in vitro z budżetu państwa? Czekamy na opinie czytelników na forum >>

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj