POLITYKA, trotyl i Jarosław Kaczyński
Ucieczka od rozumu
Według informacji zebranych przez „Newsweek” i „Wprost” to POLITYKA przyspieszyła bieg zdarzeń w sprawie publikacji „Rzeczpospolitej” na temat trotylu na wraku Tupolewa.

Napisaliśmy w poniedziałek dwa tygodnie temu, na dzień przed ukazaniem się artykułu Cezarego Gmyza, że ani Tusk, ani Kaczyński nie mają żadnego planu, jak zareagować, gdyby na wraku odkryto ślady materiałów wybuchowych. Stąd, podobno z obawy, że pierwsi ujawnimy informację, tak pospieszna i, jak się okazało, nie dość skrupulatnie przeprowadzona akcja „Rzeczpospolitej”. Trzeba powiedzieć, że nie o taką lawinę zdarzeń nam chodziło, wręcz przestrzegaliśmy przed pochopnymi ocenami i zachowaniami, pokazując możliwe wewnętrzne i zewnętrzne implikacje przyjęcia, bez żelaznych dowodów, tezy o zamachu.

„Afera trotylowa” była możliwa właśnie dlatego, że w obszarze politycznego władania Jarosława Kaczyńskiego nastąpiła swoista ucieczka od rozumu, zanegowanie praw fizyki i logiki, wyników badań i ekspertyz, zapisów z rejestratorów lotu, oględzin wraku. To Jarosław Kaczyński nadaje polityczną wagę tezie o zamachu („przynajmniej w 99 proc.”, jak wynika z ostatniego wywiadu dla „Uważam Rze”), podpiera ją siłą swojego elektoratu, pod hasłem, że przecież jedna trzecia narodu nie może się mylić. To o tym toksycznym wpływie lidera PiS na polską politykę mówił w głośnym wywiadzie dla TVN Zbigniew Brzeziński. Ale tzw. druga strona konfliktu wciąż jest skrępowana. Bo trudno przywoływać do przytomności smoleńskich radykałów, nie narażając się na zarzut lekceważenia poglądów i uczuć demokratycznej opozycji i jej wyborców.

I to może jest klucz do sprawy. Partię opozycyjną popiera się z różnych powodów: bo się nie lubi premiera, rządu, bo ma się poczucie krzywdy, bo wyznaje się odmienne koncepcje ekonomiczne, bo wreszcie nie ma innego sposobu wysadzenia aktualnej władzy, niż popieranie największego opozycyjnego ugrupowania. Ale PiS tej zasady nadużywa. Wszyscy wyborcy partii Kaczyńskiego, obojętnie, z jakich powodów ją popierają, w istocie obowiązkowo legitymizują teorię zamachu, dają polityczną siłę tym, którzy doszukują się pod Smoleńskiem polsko-rosyjskiej zbrodni. Smoleńsk jest w pakiecie z każdym innym pomysłem PiS. Nawet jeśli czasami nie dominuje przekazu tej partii, w okresach tzw. ocieplenia wizerunku, to zawsze jest jego najważniejszym elementem, co okazało się z całą otwartością po publikacji „Rzeczpospolitej”. Nie da się popierać PiS, nie firmując zarazem smoleńskiej paranoi. Taka jest polityczna logika, a tę logikę akurat Jarosław Kaczyński doskonale rozumie. I z niej korzysta.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj