Jacek Wasilewski polemizuje z „Umysłem tabloidowym”
Opowieści wędrownego dziada
Elita czytelnicza patrzy na tabloidy z przerażeniem. Fuka i obraża się na nie. Ujawniając przy tym te same emocje, którymi żywią się krytykowane tabloidy.
Atak tabloidów to nie nowa demokracja, tylko konsekwencja czytelnictwa, technologii i wolności mediów.
PRZEMYSLAW SKRZYDLO/Agencja Gazeta

Atak tabloidów to nie nowa demokracja, tylko konsekwencja czytelnictwa, technologii i wolności mediów.

W tekście „Prawdoidy z tabloidów” (POLITYKA 41) Mariusz Janicki postawił trzy tezy: że umysł tabloidowy się narodził, tak jakby go wcześniej nie było. Że media mu schlebiają. I że jest to nowa demokracja. Zobaczmy, ile prawdy jest w każdej z nich.

Czy umysł tabloidowy to noworodek naszych czasów? Kiedy czytam, że brukowe gazety są zidiociałe, że są cywilizacyjną cofką, bo są obrazki zamiast płachty zwartego tekstu, mógłbym wysnuć wniosek, że świat kiedyś rzekomo był bardziej cywilizowany i nie było zidiociałych gazet. Owszem, w PRL nie było miejsca na zabójstwa wśród klasy robotniczej ani patologii władzy, nawet popołudniówki były w miarę przyzwoite. Ale na Zachodzie tabloidy szalały, o czym kręciło się takie filmy, jak „Utracona cześć Katarzyny Blum”.

Jeśli sięgnąć do gazet przedwojennych, to może nie znajdzie się łamania obyczajowego tabu, ale w polityce jątrzenie, judzenie i zohydzanie rozkwitało. Tabloid raczej należy potraktować jako wyraz postępu czytelnictwa i – tu słuszność przyznaję Janickiemu – poczucia równości. W jednym z tabloidów ukazał się kiedyś artykuł „Posłom frykasy, dzieciom ochłapy”. Że to skandal, że niesprawiedliwe. Gdyby materiał ukazał się powiedzmy 300 lat temu, nikogo by to nie zdziwiło. Posłowie z racji swego stanu i rangi dostaliby frykasy, dzieci zjadłyby ochłapy i każdy byłby zadowolony.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj