Twarde lądowanie

Miękkie lądowanie polskiego Dreamlinera 15 listopada na lotnisku im. Chopina było medialnym przygotowaniem do twardego lądowania Lotu. Firma trzeci miesiąc z rzędu nie osiągała zakładanych zysków i wiadomo było, że jest w trudnej sytuacji. Po karuzeli zmian wśród prezesów, serii nietrafionych posunięć biznesowych, autodestrukcyjnych decyzjach związków zawodowych i przy nie najlepszym nadzorze ze strony Skarbu Państwa znalazła się na skraju bankructwa. Zarząd postawił więc państwo przed ścianą. Albo podatnik dorzuci pieniędzy, albo Polska zostanie bez narodowego przewoźnika. Upadek Lotu przed świętami byłby dla rządu wizerunkowym samobójstwem. Po ciężkich negocjacjach pracownicy firmy wreszcie zgodzili się na program naprawczy, a państwo na pomoc. Lot przestanie latać na nierentownych trasach (zniknie 12 połączeń), pozbędzie się starych samolotów (zakończy leasing 22 maszyn) i zwolni ponad 600 osób, w tym przeszło stu pilotów.

Kłopoty Lotu zbiegły się w czasie z wyjazdem z tyskiej fabryki włoskiej Pandy. Przeniesienie produkcji nowego modelu do Włoch to decyzja polityczna, a nie ekonomiczna. W obliczu kryzysu związki państwa z biznesem będą się zacieśniać, a gospodarka polska hamuje, choć jeszcze nie ostro. Według danych GUS w październiku 2011 r. stopa rejestrowanego bezrobocia wynosiła 11,8 proc. Rok później już 12,5 proc. i ciągle rośnie.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj