PiS i ziobryści atakują sędziego Tuleyę
IV RP szaleje
Rozszalała się w ostatnich dniach IV Rzeczpospolita. Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński wspierani przez innych bliskich im ideologów krążą po mediach i strzelają do sędziego Igora Tuleyi.

Bo przecież to skandal, że określił metody stosowane przez CBA wobec przesłuchiwanych w sprawie dr. Mirosława G. za podobne do tych z czasów stalinowskich. Wtedy łamano szczęki i ręce, to zniewaga dla AK – owców – krzyczą. Bo teraz nic się nie stało? Przesłuchiwanie 82 - letniego chorego człowieka wyrwanego nocą, wożonego z miejsca na miejsce, aby wymusić zeznania, takie jakie wymusić chciano, to normalna rzecz. A takich przypadków było więcej. I o co chodzi? Przecież po to powołano CBA, aby korupcję wypalało ogniem i żelazem, także łamiąc ludzi i charaktery. Jak rewolucja moralna to rewolucja. Po to służba ta dostała specjalne uprawnienia, specjalne pieniądze, specjalny sprzęt. Była oczkiem w głowie polityków PiS. Wszystko było jej wolno. Prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński słusznie zauważa, że fakt, iż sprawie dr. G. nadano kryptonim „Mengele” nikogo prawie jakoś nie raził. Tak się po prostu chłopcom z CBA skojarzyło. A może po prostu byli niedouczeni, bo że kwalifikacji do pracy w służbach specjalnych im brakowało, to oczywiste.

Niestety ten kryptonim nie raził także licznych środowisk inteligenckich, w tym wymiaru sprawiedliwości, polityków innych partii. Także tych, którzy dziś bronią sędziego Tuleyi, za to, że powiedział coś wyraźnie, że miał odwagę, by praktyki CBA nazwać, może nawet zbyt dosadnie, ale prawdziwie. Tak dosadnie , że może wreszcie IV RP zostanie pokazana tak, jak już dawno pokazana być powinna. Bo przecież były inne sprawy i albo prokuratury je umarzały, albo sądy pomijały niewygodne wątki, jak działo się to choćby w sprawie Beaty Sawickiej. Dziś nie brak głosów, że może ona wygrać sprawę przed Trybunałem w Strasburgu, bo agent CBA przekroczył granice intymności. Nie inaczej zachowywały się komisje śledcze, zwłaszcza naciskowa, które bagatelizowały zeznania tych, którzy mieli wiedzę, o tym co się działo, albo po prostu nie byli jej ciekawi. Niektórzy stający przed tą komisją i mający dużą wiedzę byli wręcz zdumieni jej powściągliwością w dochodzeniu do prawdy. Nie ma się co dziwić, że wniosek o Trybunał Stanu przynajmniej dla Zbigniewa Ziobry ( bo z premierem Kaczyńskim to już inna sprawa)  rodził się w takich bólach i w jego powodzenie nikt nie wierzy. Może teraz zacznie wierzyć.

Sędzia Igor Tuleya przerwał wreszcie ten krąg ostrożnego mówienia lub wręcz milczenia  o praktykach z tamtych czasów. Często mamy zresztą pokusę, aby po prostu śmiać się z nieudolności kolejnych agentów kupujących willę w Kazimierzu, czy uwodzących kobiety. Łatwo zapominamy, że Barbara Blida jednak nie żyje. Agent Tomek stał się celebrytą, bohaterem tabloidów, nawet „strażnikiem smoleńskiej sprawy”.

Tymczasem problem jest poważny i dlatego panowie Ziobro i Kamiński tak krzyczą o „zniewadze AK –owców”, dlatego sięgają po argument z kategorii ostatecznych. Najwyraźniej  wreszcie coś zabolało, bardzo zabolało. Bo pokazano prawdę. Na razie we fragmentach, ale będą jeszcze dalsze sprawy. Zapewne o dawnym CBA, tym pieszczoszku państwa PiS sporo się jeszcze dowiemy.

IV RP nie była mirażem, wytworem publicystów, czy przerażonych inteligentów, jak próbuje się wmawiać opinii publicznej. Była państwem jak najbardziej realnym i niebezpiecznym. Niebezpieczeństwo stępiała nieporadność, ale ewentualny powrót już tak nieporadny być nie musi. Sędziemu Tuleyi zaś jesteśmy winni wdzięczność, że odważył się na ustne uzasadnienie wyroku właśnie z ową publicystyczną nutą, a nie schował się za bezpiecznym, suchym językiem prawniczym. Dzięki temu IV RP w swej istocie, w tym, co było jej wymarzonym dziełem i wielką nadzieją na przyszłość, została zdekonspirowana i obnażona.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj