Rozmowa z Jackiem Zalewskim, b. szefem stołecznej drogówki o "Drogówce"
Drogówka i „Drogówka”
O realnej fikcji filmu Wojciecha Smarzowskiego - mówi Jacek Zalewski.
Jacek Zalewski z wykształcenia jest pilotem. Pracę w policji zaczął w 1991 r. w stołecznej drogówce.
Tadeusz Późniak/Polityka

Jacek Zalewski z wykształcenia jest pilotem. Pracę w policji zaczął w 1991 r. w stołecznej drogówce.

Juliusz Ćwieluch: – Czy zna pan Wojciecha Smarzowskiego, ksywa Smarzol?
Jacek Zalewski: – Nie miałem przyjemności.

Trudno powiedzieć, czy to przyjemność. Widział pan jego ostatni film „Drogówka”?
Pół godziny temu skończyłem go oglądać, bo zostałem przez pana na to namówiony.

No dobra. Skoro wyszło, że tworzymy zorganizowaną grupę, to kończę przesłuchanie i porozmawiajmy, jak to mówią policjanci z drogówki, po ludzku. Czy to prawda, że gdyby szukać w filmie analogii do rzeczywistości, to pan byłby postacią nazwaną w filmie Walczak? Służbista, który przychodzi czyścić wydział.
Rzeczywiście, w lutym 2003 r. wróciłem do stołecznej drogówki, w której wcześniej pracowałem, z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Miałem jako zastępca naczelnika wydziału do spraw liniowych świeżym spojrzeniem, po kilkuletniej przerwie, wspomóc ten wydział i jego przełożonych. Wydział liczył ponad 500 osób. Większość z nich pracowała w linii. Gdy wróciłem po przerwie, większość z nich nadal tam pracowała.

Jak w każdym zawodzie, oprócz wielu oddanych sprawie ludzi trafiali się i tacy, którzy nie zrozumieli, po co przyszli. Inni mieli pecha, bo rozpoczynając tę pracę dostali złych nauczycieli, a trudno jest później zmieniać nawyki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną