Rekonstrukcja przechyla rząd w prawo
Z dużej chmury stary deszcz
Tydzień temu premier zaskoczył nas zapowiedzią zmian w rządzie. Teraz znów nas zaskoczył ogłaszając zmiany, które niewiele zmieniają.

Jacek Rostowski tylko formalnie był dotąd ministrem, jak inni. Faktycznie, odkąd wygrał batalię o OFE, był w rządzie pierwszą osobą po Donaldzie Tusku. Teraz zajmie tę pozycję formalnie. To jest naturalne i politycznie zdrowe. Bo zawsze lepiej, kiedy formalne hierarchie są zgodne z faktycznymi.

Przesunięcie Jacka Cichockiego na stanowisko szefa Kancelarii Premiera i przewodniczącego Komitetu Rady Ministrów też wiele w działaniu rządu nie zmienia. Podobnie jak mianowanie Bartłomieja Sienkiewicza ministrem spraw wewnętrznych i koordynatora służb. Merytorycznie nic się tu specjalnie nie zmieni, choć może nastąpić delikatne przesunięcie w stronę postulatów zgłaszanych przez służby, z którymi Sienkiewicz od dawna jest mocno związany. Rzecznik Praw Obywatelskich będzie może zmuszona do trochę bardziej czujnego przyglądania się działaniom resortu.

Ciekawa jest natomiast czysto polityczna wymowa tej małej rekonstrukcji. Bo premier dowartościował trzech przedstawicieli konserwatywnego nurtu w PO. Formalnie wzmacnia to frakcję, którą buduje Gowin. Praktycznie może go osłabić i umożliwić odwołanie ministra sprawiedliwości w ramach zapowiadanej wiosennej rekonstrukcji. Konserwatyści dostali dziś bowiem więcej, niż by to wynikało z ich wpływów w PO.

Największą słabością takiej rekonstrukcji są jednak nie tyle personalia, co fakt, że grubsza teka dla Rostowskiego umocni gospodarczy przechył w rządzie. Będziemy bowiem mieli dwóch wicepremierów koordynujących sprawy ekonomiczne i nikogo, kto by koordynował sprawy oraz resorty społeczne (edukacja, zdrowie, praca, sport, kultura, nauka). W poprzedniej kadencji robił to Michał Boni jako szef doradców premiera i przewodniczący Komitetu Stałego. Ale to wynikało raczej z osobowości, niż z formalnych uprawnień.

Minister Cichocki należy raczej do nurtu państwowego niż społecznego i tej roli nie spełni. A jej brak widać doskonale nie tylko w sprawie związków partnerskich, ale w całej chaotycznej polityce społecznej, w której każdy resort swoją rzepkę skrobie. Jacek Rostowski lepiej teraz dopilnuje, żeby resortowe polityki społeczne spinały się ekonomicznie. Ale w dalszym ciągu nie będzie nikogo, kto by mógł pilnować, żeby się spięły logicznie i strategicznie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj