Tydzień w polityce według Paradowskiej
Wiosna będzie jesienią
Przed tygodniem pisałam, pod wpływem różnych zgromadzeń i politycznych zapowiedzi, że zaczął się wielki wyścig pod hasłem – czyja będzie wiosna? Tymczasem polityka wyraźnie zaczyna się dostosowywać do klimatu. Wiosny wokół nie widać, więc zaczęło się też przekładanie politycznych planów na jesień.

Jesienią tak naprawdę pokaże się nam Europa Plus, która zaprezentowała jedynie średniej jakości stronę internetową. Wiosenna ofensywa Solidarności na razie ma się skończyć na próbie strajku generalnego na Śląsku, a wielka manifestacja w stolicy odbędzie się jesienią.

Trzeba oszczędzać i dotyczy to także związków zawodowych. Piotr Duda stawia więc obecnie na działania bardziej kameralne, np. wizyty u prezydenta Bronisława Komorowskiego, który mógłby przekonać rząd, aby nie zmieniać Kodeksu pracy. Wątpię, by zechciał przekonywać, ale lepiej, że szef Solidarności chodzi do prezydenta niż z manifestacjami pod Sejm.

W kwestii okręgów jednomandatowych bezkompromisowy jest nadal chyba tylko Paweł Kukiz z grupą działaczy, która od lat lansuje tę ideę na przekór wszystkim doświadczeniom, że okręgi takie raczej betonują, niż otwierają scenę polityczną. Najlepiej jednak będzie, jeśli Kukiz po prostu w następnych wyborach wystartuje z listy jakiejś partii, bo nawet z dalekiego miejsca do parlamentu się zabierze. To akurat łatwo przewidzieć.

Na wrzesień PO planuje także swój zjazd, na którym już w majestacie zmian statutowych zadecyduje, że przewodniczącego wybiorą wszyscy członkowie partii w wyborach bezpośrednich, czyli tak jak postanowił Tusk. Z zapałem i jednomyślnie przyjęły to władze partii, choć np. Grzegorz Schetyna wolałby oprzeć się na wyborach przez delegatów. Takie przynajmniej istnieją podejrzenia. Wstępny zarys ewentualnych zmagań dwóch najważniejszych ludzi w Platformie można było zobaczyć w minioną sobotę podczas obrad Rady Krajowej, Tusk raczej gromił: żądał jedności, umiaru, wyzbycia się ideologicznego żaru oraz wzywał do okazywania ludziom większej empatii. Schetyna mówił zaś, że PO jest wspaniała, i przypominał wszystkie wyborcze sukcesy. Czy Tusk będzie od klęsk, ostrzeżeń i psucia nastroju samozadowolenia, a Schetyna od pasma sukcesów? Oficjalnie kampania wyborcza w PO została do jesieni zawieszona.

Do normalności wraca też PiS. Prezes Kaczyński ruszył w Polskę, na początek do Gostynina, gdzie od razu spotkał się z dość kłopotliwym pytaniem: dlaczego oddaliśmy władzę? Prezes najwyraźniej był w nastroju skłaniającym do szczerości, bo bez wahania odparł: oddaliśmy, bo nie potrafiliśmy jej utrzymać. Skomplikowane pytanie, prosta, uczciwa odpowiedź. A co dalej? Dalej jest raczej gorzej, bo PiS będzie mogło rządzić tylko samodzielnie, a do tego brakuje jeszcze 8–9 proc. społecznego poparcia. Jak je zdobyć? Trzeba postawić na sprawiedliwość społeczną, bo „nie może być tak, że ci, którzy mają mniej, płacą podatków więcej niż ci, którzy mają więcej”. Trzeba więc podatki zamożniejszym podnieść. Tym samym prezes zakwestionował całą dotychczasową linię gospodarczego programu PiS, sformułowanego jeszcze przez Zytę Gilowską i realizowaną przez jego rząd. Politykę będącą dumą tej partii, opierającą się przecież na założeniu, że tylko PiS podatki obniża i w ten sposób ratuje Polskę przed kryzysem, a PO podwyższa i pcha nas w kryzys. Czy to jest nowy sposób na zdobycie i utrzymanie władzy?

Swoją tradycyjną metodę zwiększania poparcia PiS przypomniał podczas sejmowej debaty o polityce zagranicznej. Prezes zwyczajowo nie przybył, bo miał inne zajęcia, wystawieni zaś do boju zajmowali się bardziej wykształceniem ministra Sikorskiego (podobno nie ma magisterium, jest tylko jakimś zwykłym „bakałarzem”) niż meritum. Wyjąwszy oczywiście kwestię wraku pod Smoleńskiem, który jest dziś niewątpliwie centralnym problemem polskiej polityki zagranicznej PiS. Nowością natomiast jest, że wreszcie wyraźnie wskazano winnego katastrofy. „Pan będzie oskarżony” – kategorycznie stwierdził Antoni Macierewicz, zwracając się do ministra Tomasza Arabskiego.

Arabskiemu, kandydatowi na ambasadora w Hiszpanii, zafundowano obrzydliwy spektakl insynuacji oraz politycznej histerii, jednak najwyraźniej przekonujący, skoro nawet poseł Wziątek z SLD publicznie orzekł, że za tragiczny wyjazd do Smoleńska odpowiedzialność ponosi Kancelaria Premiera, choć wszyscy, łącznie z przewodniczącym partii posła Wziątka Leszkiem Millerem, wiedzą, że w pełni odpowiada Kancelaria Prezydenta.

Tak więc smoleńska odnoga PiS, uśpiona „projektem Gliński”, przesuwa się na pierwszą linię frontu i już zagarnęła posła Wziątka. Przed nami trzecia rocznica katastrofy i walka o te 9 proc. potrzebne do samodzielnego rządzenia jeszcze się nasili. Jest ono niezbędne, by odwołać z Madrytu Arabskiego, co publicznie już ogłoszono. I tak oto w polityce zagranicznej PiS obok sprowadzenia wraku pojawił się kolejny ważny motyw – trzeba wygrać wybory, aby sprowadzić Arabskiego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj