Nowy papież - nowy kłopot polskich biskupów?
Ubogi Franciszek, bogaci hierarchowie
Kościół Jezusowy poznaje się po tym – mówi papież Franciszek – jak troszczy się o ubogich. A nie po tym, jak zabiega o względy bogatych. Skąd zatem konfuzja polskich „książąt Kościoła”?
Papież Franciszek, jeszcze jako arcybiskup Buenos Aires, w metrze, w drodze do pracy.
Pablo Leguizamon/AP/EAST NEWS

Papież Franciszek, jeszcze jako arcybiskup Buenos Aires, w metrze, w drodze do pracy.

Jarosław Makowski.
Materiały prywatne

Jarosław Makowski.

Czytaj także

 Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Tak najkrócej można opisać zakłopotanie, jakie w polskich hierarchach wywołuje styl posługi papieskiej i duszpasterskiej zaproponowanej przez papieża Franciszka. Czyżby biskup Rzymu zapowiedział, że zniesienie celibat księży, pobłogosławi stosowanie metody in vitro lub zacznie święcić kobiety?

Nie. Skąd zatem ta konfuzja rodzimych „książąt Kościoła”? Otóż papież na naszych oczach dokonuje czegoś dużo bardziej skandalicznego, co wprawia w osłupienie polskich hierarchów. Franciszek każdym swoim gestem, od rezygnacji z watykańskiego blichtru poczynając, a na prostocie życia kończąc, mówi katolikom jedno: „To ubodzy są drogą Kościoła!”.

Sęk w tym, że to, co jest proste i oczywiste dla Franciszka, nie jest już takie proste i oczywiste dla rodzimych hierarchów. Dokonują więc swoistego „gwałtu interpretacyjnego” na słowach papieża, by ostudzić entuzjazm milionów ubogich kobiet i mężczyzn, że to ich właśnie stawia w centrum kościelnej wspólnoty. I pospiesznie biegną z wyjaśnieniami, aby „ciemny lud” nie zrozumiał słów nowego papieża nazbyt dosłownie.

Blichtr Kościoła

Taki przykład sztuki interpretacyjnej zdradził bp Wojciech Polak, sekretarz Episkopatu, tłumacząc maluczkim: „Kościół jest wezwany do solidarności z ludźmi ubogimi, ale nie jest jedną z wielu organizacji charytatywnych; jego najważniejszym zadaniem jest głoszenie zbawienia i Ewangelii”.

Jak słowa papieża, że „chce Kościoła ubogiego i dla ubogich” interpretuje z kolei metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz? Podczas mszy rezurekcyjnej pytał retorycznie: „(...) czy to znaczy, że papież wypisze z Kościoła ludzie zamożnych? Czy to znaczy, jak niektórzy myślą, że papież będzie pozbywał się tych wszystkich zabytków i dzieł dwóch tysięcy lat Watykanu?”.

Po pierwsze, bp Polak ma rację, gdy mówi, że Kościół nie jest TYLKO instytucją charytatywną. Ale z pewnością nie jest też globalną korporacją, która „handluje” sakramentami tak, jak handluje się nowoczesnymi gadżetami. Kościół z pewnością nie jest też bankiem, który może bezkarnie inwestować na giełdzie pieniądze swoich wiernych. Wreszcie, Kościół z pewnością nie jest deweloperem, który stawia biurowce w centrach wielkich miast, by potem wynajmować je jako biura.

Co więcej, wiara bez uczynków, jak poucza w swym swoim Liście św. Jakub, jest martwa. O jakie to uczynki chodzi? Czy o kadzenie ołtarzy? Czy o piękne przyozdabianie świątyń kwiatami? Czy o renowację pałaców arcybiskupich? Święty Jan stawia sprawę klarownie: „nie można kochać Boga, którego się nie widzi, jeśli nie kocha się ludzi, których się widzi” (1 J 4, 20). Przede wszystkim zaś tych, którzy są ubodzy, cierpiący i zepchnięci na margines. Oto sposób działania Jezusa.

Dla Cieśli z Nazaretu nie tyle liczy się przemoc, co niemoc; nie tyle władza, co służba; nie tyle prawda, co dobro; nie tyle sukces, co pokora. Dużo prościej byłoby dla Kościoła katolickiego i jego hierarchów, gdyby mogli kochać i głosić chwałę Boga, którego się nie widzi i nie zajmować się ludźmi, których się widzi i których ma się obok siebie. Tyle, że zbawienie, które Jezus głosi, dokonuje się na podstawie tego – jak sam mówi – co uczyniliśmy najmniejszym i najsłabszym. Nie zaś na podstawie tego, jak wielkie świątynie na cześć Boga zbudowaliśmy. Te są zazwyczaj przejawem ludzkiej próżności i pychy.

Po drugie, nie rozumiem, na jakiej podstawie kardynał Nycz mógł nawet przypuszczać, że „Kościół ubogi i dla ubogich”, o który apeluje Franciszek, miałby oznaczać, że z Kościoła będzie się wyrzucać zamożnych? Kościół Jezusowy jest otwarty dla każdego – biednego i bogatego, starego i młodego, kobiety i mężczyzny, hetero- i homoseksualisty. Nie zmienia to faktu, że w pierwszej kolejności naszej – ludzi wierzących – solidarności potrzebują ci, którzy się źle mają.

Cóż to jednak znaczy – stanąć po stronie wykluczonych? Jest taka opowieść, którą powtarza się w południowych stanach USA. Jej bohaterem jest Murzyn, który chciał wejść do kościoła białych, ale go z niego wyrzucono. Wtedy przychodzi Bóg i go pociesza: „I ja od wielu lat chciałem wejść do tego kościoła, ale mnie też zawsze wypędzali”.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij