Za mali na Mali

Polska swoją obecność w Mali, gdzie od połowy stycznia w walkę z bojówkami islamskimi najpierw włączyła się Francja, zaakcentowała raczej symbolicznie, wysyłając – w ramach Misji Szkoleniowej Unii Europejskiej 20 żołnierzy: logistyków, saperów i specjalistów od obsługi lotów. Po kilku tygodniach działania misji pojawia się coraz więcej głosów, że stać nas na więcej. Za zwiększeniem kontyngentu lobbuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych i część wojskowych, choć mają różne powody. Dla MSZ byłby to ważny argument przy ocieplaniu stosunków z Francją. Wojskowi z kolei obawiają się, że logistykom pozbawionym ochrony może coś się przytrafić. A wtedy pojawią się pytania, dlaczego wysłaliśmy ich samych. Liczy się również kwestia zwiększenia naszej obecności w regionie, Polska zamierza bowiem aktywniej handlować z Afryką. – Nawet Niemcy zwiększyli swój kontyngent i to prawie dwukrotnie. Nie chodzi o to, żebyśmy byli prymusami, ale jeśli chcemy mieć coś do powiedzenia, musimy się bardziej angażować – mówi jedna z osób zaangażowana w rozmowy.

Zwiększaniu udziału polskich wojsk w misjach zagranicznych tradycyjnie sprzeciwia się prezydent Bronisław Komorowski, który uważa, że polska armia niepotrzebnie traci w tych przedsięwzięciach siły i pieniądze. Wydaje się jednak, że dojdzie do kompromisu. Rząd zamierza wysłać kolejnych 30 żołnierzy do Afryki. Tym razem pojechaliby żołnierze wojsk specjalnych, których zadaniem będzie ochrona wcześniej wysłanych instruktorów. Decyzja ma zapaść jeszcze w maju. Ale wzmocnienie pewnie nieprędko znajdzie się w Afryce. Pierwszy rzut poleciał tam z miesięcznym opóźnieniem. Dla żołnierzy misja jest o tyle atrakcyjna, że jako odbywająca się w strefie działań wojennych zapewnia im trzy razy większe pobory niż w kraju i dodatek do emerytury.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj