W obronie zwierząt, przeciwko głównemu weterynarzowi
Czy sprawa uboju rytualnego i kolejne „afery mięsne” spowodują dymisję głównego lekarza weterynarii Janusza Związka?
Protesty przeciwników uboju rytualnego.
Michal Fludra/Newspix.pl

Protesty przeciwników uboju rytualnego.

Obrońcy praw zwierząt – Viva!, Klub Gaja oraz Polskie Towarzystwo Etyczne – apelują do premiera Tuska, by odwołał go ze stanowiska. „Nie tylko nie wykonuje swoich ustawowych obowiązków, ale sabotuje polskie prawo, co czyni go współodpowiedzialnym za skalę nadużyć szerzących się w przemyśle mięsnym” – piszą w liście do szefa rządu.

Od 1 stycznia 2013 r., po wejściu w życie wyroku Trybunału Konstytucyjnego i zgłoszeniu zastrzeżenia do komisji Unii Europejskiej w tej sprawie, w Polsce obowiązuje zakaz uboju rytualnego. Mimo to główny lekarz weterynarii nie tylko nie podjął żadnych działań, aby nielegalny proceder uboju bez ogłuszania ukrócić, ale nawet nie powiadomił swoich podwładnych i przedsiębiorców o obowiązującym nowym stanie prawnym.

Inspekcja weterynaryjna to rodzaj policji – mówi Janusz Związek. – Naszym zadaniem nie jest informowanie, tylko egzekwowanie prawa. O zmieniających się przepisach powinien raczej poinformować właściwy organ, który składał zastrzeżenie do komisji UE (minister rolnictwa – red.). Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że w Polsce nadal można kupić mięso pochodzące z uboju rytualnego. Janusz Związek zaprzecza: od 1 stycznia nie ma w Polsce przypadków uboju bez ogłuszania.

Na stronie internetowej Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej nadal jest jednak dostępna lista zakładów zajmujących się ubojem rytualnym. – Te zakłady nie straciły swoich uprawnień, nie my je nadawaliśmy, tylko gminy wyznaniowe – tłumaczy Janusz Związek. Ubój rytualny oburza obrońców zwierząt, a wszystkich konsumentów dotykają coraz to nowe przypadki wskazujące na brak kontroli weterynaryjnej w ubojniach tradycyjnych. A przecież przy każdym uboju musi być obecny weterynarz wyznaczony przez inspekcję weterynaryjną.

Główny lekarz weterynarii sprawuje też nadzór (poprzez swoich powiatowych inspektorów) nad schroniskami dla bezdomnych zwierząt. Niestety, to, co dzieje się w większości przytułków, wskazuje raczej na brak nadzoru. W ostatnich latach udało się, dzięki działaniom organizacji pozarządowych, zlikwidować kilka takich mordowni bezpańskich zwierząt. Były sprawy w sądach i wyroki dla prowadzących schroniska. Ale inspekcje weterynaryjne, które mają obowiązek kontrolować schroniska, nie ponosiły żadnych konsekwencji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj