Medialny stan żebraczy

Przy stacji metra Centrum jest placyk muzyczno-proszalniczy. Niedawno widziałem tam skulonego i zawstydzonego młodzieńca z tekturowym przesłaniem: „Zbieram na II rok studiów. Nie bądź obojętny. Studiuję dziennikarstwo”. Obawiam się, że ukończenie studiów na tymże kierunku za użebrane pieniądze nie wyzwoli naszego desperata z jego żebraczego stanu. Bo dziennikarstwo przestaje już być zawodem, przeistaczając się w pewien rodzaj kondycji życiowej, i to marnej.

Trudno tu już nawet mówić o kryzysie. Raczej o dekonstrukcji. Sprawy zaszły tak daleko, że nie wiadomo, kto jest dziennikarzem, a kto amatorem i na czym ten zawód właściwie polega. Nie wiadomo, co jest publikacją, a co jest opinią prywatną, wyrażoną na piśmie i udostępnioną w Internecie. Zanikowi granic profesji towarzyszy zanik etosu i destrukcja korporacji. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich znalazło się w rękach propagatorów narodowej sprawy, a jego szef utrzymuje portal publikujący wykazy Żydów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj