O postinteligencki neobolszewizm

Idę chodnikiem wzdłuż sal wykładowych na parterze. Wieczór, prawie ósma. Zaglądam przez okno, wspięty na palcach, a tam za stołem siedzi sławny religioznawca, prof. X. Wykłada. Na stole otwarta Biblia. X wydobywa skarby znaczeń ukryte w brzmieniu jakiegoś hebrajskiego słowa. Na wprost, lecz daleko, pod ścianą, pięć studentek. Siedzą wyprostowane, bez zeszytów, wymalowane. Ładne, na wpół uśmiechnięte twarze wyrażają lekkie skrępowanie i uprzejme oczekiwanie na tę jedyną wszak rzecz, której mogą oczekiwać od takiego mężczyzny, jak X: że skończy. On to niby wie, lecz słaby wzrok sprawia, że nie musi trwać w konfrontacji z wyrazem twarzy młodych kobiet, które same, nie wiedząc czemu, znalazły się na tych studiach i w tej krępującej sytuacji.

Ten absurdalny, poniżający rytuał odbywa się codziennie, łącznie z niedzielami, w całym kraju, w setkach sal wykładowych i w tysiącach – na całym świecie.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj