Będą przyspieszone wybory. Koniec sporu w PO?
Musimy zakończyć ustalanie kto tu jest liderem, jeśli jeszcze ktoś tego nie zauważył i przestać tracić czas na bezsensowną rywalizację – mówił Donald Tusk podczas czwartkowego zarządu PO. Wybory szefa partii już w wakacje.
Musimy zakończyć ustalanie kto tu jest liderem, jeśli jeszcze ktoś tego nie zauważył i przestać tracić czas na bezsensowną rywalizację – mówił Donald Tusk podczas czwartkowego zarządu PO.
Witold Rozbicki/Reporter

Musimy zakończyć ustalanie kto tu jest liderem, jeśli jeszcze ktoś tego nie zauważył i przestać tracić czas na bezsensowną rywalizację – mówił Donald Tusk podczas czwartkowego zarządu PO.

Potrwają najpóźniej do pierwszego tygodnia sierpnia. To spore przyspieszenie, bo zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, wybory szefa PO miały się odbyć na początku przyszłego roku. Wczoraj zarząd jednogłośnie zdecydował, że nadzwyczajny zjazd partii odbędzie się 29 czerwca. Wtedy zostaną przyjęte zmiany w statucie, które umożliwią pierwsze bezpośrednie wybory szefa partii, przez wszystkich członków PO (ponad 40 tys.), a nie jak do tej pory, tylko przez delegatów. Co ciekawe, tego samego dnia delegaci na kongres PiS najpewniej ponownie wybiorą Jarosława Kaczyńskiego na szefa partii. Kierownictwo PO nie przypadkowo wybrało tę samą datę na zjazd partii. Dla PO to, będzie doskonała okazja, aby pokazać, że Platforma jest bardziej demokratyczna niż PiS.

- Wybierzemy szefa partii w głosowaniu sprawdzonym już w prawyborach prezydenckich. Każdy członek dostanie kopertę do głosowania ze specjalnym numerem PIN i będzie mógł wysłać swój głos przez internet lub tradycyjnie, pocztą - mówi Tomasz Lenz, członek zarządu PO. Startować będzie mogła dowolna liczba kandydatów, a jeśli żaden z nich nie zdobędzie 50 proc. głosów, to o wyniku rozstrzygnie druga tura. 

Na czwartkowym posiedzeniu zarządu, które przebiegało w spokojnej, jak na sytuację w partii, atmosferze, nie ujawnił się żaden z wyborczych kontrkandydatów Tuska. - Grzegorz zabrał głos może dwa razy, ale tylko w kwestiach technicznych, dotyczących sposobu głosowania. Prawda jest taka, że premier przyspieszając wybory postawił go w narożniku. Schetyna liczył na to, że będzie miał czas na tour po regionach i na to, że do zaplanowanych wcześniej na początek przyszłego roku wyborów, notowania Tuska spadną tak nisko, że on dostanie dobry wynik. Na tyle dobry, by Tusk zaczął się z nim liczyć - powiedział nam polityk z zarządu partii.

Dodał, że premier podczas spotkania zachęcał tych, którzy mają inną wizję partii, aby podzielili się nią na zarządzie, ale nikt nie odpowiedział na ten apel. Nie było też mowy o tym, by wzmocnić funkcję sekretarza generalnego partii, na co bardzo liczył Schetyna, który chętnie wrócił by na to stanowisko. 

Kiedy dzień wcześniej Tusk ogłosił podjęcie, „szybkich działań”, które doprowadzą do „finału emocje wyborcze wewnątrz partii”, Grzegorz Schetyna wiedział, że dla niego oznacza to tylko kłopoty. Premier obawiał się partyjnych wyborów nie dlatego, że może przegrać, bo wie, że taki scenariusz jest nierealny. Bał się raczej tego, że przeciąganie finału wyborów do początku przyszłego roku może przełożyć się na dobry wynik Schetyny. To na pewno rozbudziłoby apetyt byłego marszałka Sejmu na rządowe stanowiska i premier musiałby iść na  kompromisy, które mogłyby rozsadzić partię. – Tusk nie ma dobrych doświadczeń z dzieleniem się władzą. Wie, że partią najefektywniej zarządza się z jednego, a nie z kilku foteli – mówi Andrzej Biernat, szef regionu łódzkiego.

Dla premiera nie do przyjęcia jest pomysł Schetyny, by Tusk zajął się tylko pracą w rządzie, a Schetyna zarządzał partią. Tusk pamięta jak funkcjonował duet Buzek – Krzaklewski i nigdy nie pozwoliłby sobie na to, by Schetyna z tylnego siedzenia kierował jego rządem. Tusk sam chce mieć władzę na zapleczem politycznym swojego rządu, co potwierdził dziś w Sejmie dziennikarzom: - Sprawa jest o tyle poważna, że wyrokiem wyborców szef PO jest premierem, więc są to także decyzje, które będą rozstrzygały o kształcie najwyższych władz państwowych, więc trzeba to serio potraktować.

 Tusk jedynym liderem

Schetyna jednak się nie poddawał. Zapraszał do swego sejmowego gabinetu członków zarządu, by wysondować, co myślą o sytuacji w Platformie. – Nie koleguję się z Grzegorzem Schetyną i byłem mocno zdziwiony, że chce się ze mną spotkać na kilka godzin przed posiedzeniem zwołanego na popołudnie zarządu – mówił jeden z regionalnych liderów PO. Schetyna starał się przekonać kolegów z zarządu do tego, by partyjne nie przyspieszać partyjnych wyborów.  

Bo Schetyna liczył na to, że z każdym miesiącem popularność premiera będzie topnieć, na czym on skorzysta. Chciał zyskać czas na zdobycie sympatii kolejnych baronów, choćby z dawnej spółdzielni Grabarczyka. Dziś bowiem bliżej im do Tuska. – Bądźmy odpowiedzialni i zakończmy te podjazdowe wojny w partii. Tusk jest liderem i każdy powinien to uznać - mówi Andrzej Biernat, jeden ze „spółdzielców” .

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj