Materiały wybuchowe na wraku: nie wykryto
Trotyl się ulotnił
Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła wyniki badań próbek pobranych z wraku prezydenckiego Tu 154 M, który rozbił się w Smoleńsku. Komunikat brzmiał krótko: materiałów wybuchowych nie wykryto.

Nie było trotylu, chociaż w swojej słynnej publikacji w „Rzeczpospolitej” Cezary Gmyz nie skłamał, pisząc, że urządzenia, jakimi biegli badali wrak w Smoleńsku pokazały ślady tej substancji. Według prokuratury mogły wskazywać na obecność TNT, ale podobnie zachowywały się, kiedy czujniki zbliżano np. do pasty na buty. Dopiero laboratoryjne badania pobranych próbek dały wynik przesądzający, że na wraku nie było żadnych substancji wybuchowych, ani takich, które mogły pozostać po ewentualnym wybuchu.

W normalnej sytuacji taka informacja kończyłaby wszelkie dywagacje i spory – nie było wybuchu, samolot uległ katastrofie komunikacyjnej. Ale w Polsce od kwietnia 2010 r. sytuacja nie jest normalna. Najpierw podzielili się politycy, potem społeczeństwo. Ok. 30 proc. Polaków wciąż wierzy, że był zamach. Liczne teorie spiskowe znajdują wyznawców. A to sztuczna mgła, a to hel, potem trotyl – kolejne rewelacje rzekomych ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza trafiają na podatny grunt. Podczas dzisiejszej konferencji prokuratorów wojskowych pytania dziennikarzy ze środowiska „Gazety Polskiej” nie pozostawiły złudzeń – sugerowały, że prokuratura nie mówi prawdy, coś ukrywa, badania wykonano za późno, były nierzetelne, Rosjanie mogli próbki podmienić. Bez wątpienia niektórzy z wyznawców teorii zamachu święcie wierzą, że zamordowano prezydenta RP, ale pewne jest też, że inni z tego grona cynicznie bawią się tragiczną katastrofą, tumaniąc naród.

Komunikat prokuratury nie uspokoi nastrojów. Kto nie chce wierzyć w katastrofę, albo woli udawać, że jej nie było, będzie trwał przy swoim, żadne najbardziej nawet racjonalne argumenty niczego nie zmienią. Na to już nikt nic nie poradzi, sprawy zaszły za daleko.

Jak echo powraca oskarżycielskie twierdzenie o winie Tuska, że oddał śledztwo Rosjanom. Tłumaczenie, że niczego nie oddał, bo strona rosyjska miała prawo i obowiązek prowadzić śledztwo w sprawie wypadku, który zdarzył się na jej terytorium, jest dla zwolenników zamachu nie do przyjęcia. Nie są w stanie pojąć, że niezależnie od rosyjskiego śledztwa polska prokuratura prowadzi własne, w żaden sposób nie powiązane z ustaleniami rosyjskimi. Wystarczy hasło, że polscy prokuratorzy wojskowi są na ruskim pasku, kłamią jak im każą mocodawcy. Teraz też kłamią, że trotylu nie było. Był na pewno, tylko się ulotnił.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj