Juliusz Rawicz (1936–2013)
Juliusz Rawicz (1936–2013)
Jacek Łagowski/Agencja Gazeta

Juliusz Rawicz (1936–2013)

Nigdy nie pchał się na afisz – zwykle figurował gdzieś tam w stopce redakcyjnej, maleńką czcionką, jako jeden z redaktorów. Ale wszędzie, gdzie pracował, był kimś więcej – autorytetem, punktem odniesienia i oparcia, także życiowego, dla wielu osób.

Julka poznałem w 1971 r., trafiając do zespołu „Życia i Nowoczesności” – czwartkowego dodatku do „Życia Warszawy”. Założył go Stefan Bratkowski z kilkuosobową grupą dziennikarzy, która – jak na ówczesne czasy – miała sporą autonomię w macierzystym dzienniku. Na tym tle często dochodziło do scysji z kierownictwem redakcji i cenzurą, która ingerowała w artykuły. Julek był w „Życiu i Nowoczesności” sekretarzem redakcji – kluczową postacią nie tylko trzymającą wszystkie nici cotygodniowej produkcji dodatku, ale także rozładowującą napięcia towarzyszące tej pracy. Niejednokrotnie podczas redakcyjnych sporów ktoś z redaktorów – a nie były to łatwe charaktery – obrażał się, zabierał swoje papiery i trzaskał drzwiami grożąc, że nie wróci. Julek doganiał go na długim korytarzu i po paru minutach obaj panowie wracali już w pełnej komitywie.

Julek miał anielską cierpliwość i wyrozumiałość nie tylko wobec kolegów redakcyjnych, ale także autorów spoza redakcji. Cenił wysiłek autora, komplementował go, ale jednocześnie pokazywał, co można zrobić, by tekst był lepszy. I nierzadko go w tym wyręczał. Lubił pracować z młodymi ludźmi, nie żałował im czasu – zwłaszcza gdy w którymś dostrzegł talent. Wielu wziętych dziś reportażystów „wyszło” spod jego ręki.

Gdy po kilku latach partia rozpędziła zespół założycielski „Życia i Nowoczesności”, Julek znalazł pracę w „Żołnierzu Polskim” i zajmował się tam głównie historią. Potem trafił do „Przeglądu Technicznego” i w wielkiej mierze przyczynił się do tego, że ta gazeta, podobnie jak „Życie i Nowoczesność”, stała się trybuną ludzi myślących niezależnie. Ale w stanie wojennym rozgoniono i tę redakcję. Przygarnął go wtedy niszowy miesięcznik „Przegląd Organizacji”. Pracując tam, wiele czasu poświęcał także redagowaniu gazet drugiego obiegu.

Nasze drogi zeszły się znowu w 1989 r. w „Wiedzy i Życiu” – miesięczniku popularnonaukowym, który zaczęliśmy wydawać w nowej formule. I choć nie był to jego żywioł, sekretarzował nam udanie przez kilka miesięcy – aż do chwili, gdy zaproponowano mu organizowanie od podstaw „Gazety Wyborczej”. Wszyscy wiedzieliśmy, że to wymarzone miejsce dla Julka, w którym może w pełni wykorzystać swój talent i doświadczenie dziennikarskie, swój temperament i umiejętności kierowania ludźmi. Był tam jedną z kluczowych postaci – wieloletnim zastępcą redaktora naczelnego.

Julek nie pchał się na afisz, darmo więc szukać jego nazwiska na czołówkach gazet, które współtworzył i redagował. Ale jego zawodowe i moralne standardy zostawiły trwały ślad w ludziach, którzy mieli szczęście z nim pracować. Był ważną postacią dla całego środowiska dziennikarskiego. W zespole POLITYKI wiele osób utrzymywało z nim przyjacielskie kontakty (od początku naszego konkursu im. Barbary N. Łopieńskiej na najlepszy wywiad prasowy był jurorem), a wszyscy wiedzieli, że ktoś taki jak Julek Rawicz jest. I ta świadomość była bardzo ważna. Będziemy o Nim pamiętać.

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj