My, człekokształtni

Niczym tow. Stalin otrzymuję moc listów od zatroskanych obywateli, jakkolwiek nie dopatruję się w nich śladów kultu Swojej Osoby. Na to jednak przyjdzie jeszcze czas. Ostatnia fala epistolarna jest na okoliczność taką, że poseł John Godson orzekł, iż to rzecz śmieszna wierzyć, że człowiek pochodzi od małpy. Ja też chyba uznałem to za śmieszne, bo się śmiałem, za co telewidzowie w części zmyli mi głowę, a w innej części obsypali pochwałami. Wypadki te natchnęły mnie do dwóch refleksji. Jedna dotyczy postępu duchowego, który się u nas, między innymi za sprawą posła Godsona, dokonuje (za co jestem mu naprawdę wdzięczny), a druga – małpy.

Nasze europejskie życie duchowe, w odróżnieniu na przykład od amerykańskiego, od dwustu lat bez mała nurza się w hipokryzji. Przez stulecia wojen religijnych w Europie nauczyliśmy się wszelkie różnice przekonań, zwłaszcza religijnych, traktować jako niebezpieczeństwo dla życia i mienia, wobec czego unikamy ich eksponowania.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj