Słynny przestępca wyszedł z więzienia
Powrót „Słowika”
Wyjście z więzienia Andrzeja Z., ps. Słowik media uznały za sensacyjny news. A przecież nie ma tu żadnej sensacji. Odsiedział swoje i otworzyli mu bramę na wolność.

W tonie niektórych komentatorów pobrzmiewa pretensja – jakim prawem „Słowika” wypuszczono, to kolejna klęska wymiaru sprawiedliwości. Otóż, wypuszczono go, bo Polska jednak jest państwem prawa. Spędził za kratami 10 lat (od 2003 r.), odbył dwa wyroki od deski do deski. Na koniec został uniewinniony w procesie o nakłanianie do zabójstwa gen. Marka Papały. Sędzia w ustnym uzasadnieniu stwierdził, że nikt tylko, dlatego, że w swoim życiu łamał prawo, nie może odpowiadać za czyny, których nie popełnił. „Słowik” za swoje grzechy odpokutował.

Zupełnie inna sprawa, co zrobi ze swoim życiem po wyjściu na wolność. Czy nadal pozostanie aktywny w gangsterskiej branży, czy też zajmie się legalnymi sprawami? Wybór należy do niego. Wiadomo, że w więzieniach nie istnieje proces resocjalizacji. Dziesięć lat za kratami może człowieka do cna zdemoralizować. Ale „Słowik” jest inteligentny, potrafi myśleć. Zapewne ma świadomość, że będzie pod baczną obserwacją – co robi, z czego żyje. Czasy się zmieniły, kiedy brylował w świecie przestępczym organy ścigania z różnych względów były bezradne wobec takich jak on. Teraz to one trzymają karty w tej grze.

„Słowikowi” skomplikowało się życie rodzinne, żona wybrała innego. Kiedyś był porywczy, nie wybaczał zniewag. Ale przybyło mu lat, siwych włosów i doświadczenia, a to oznacza, że może uznać prawo małżonki do własnych wyborów, pogodzić się z jej odejściem. Tym bardziej, że tak się złożyło, iż on jest na wolności, a ona właśnie trafiła za karty, pod zarzutem popełniania przestępstw razem ze swoim nowym wybrankiem. Tak czasem w życiu tych sfer bywa.

„Słowik” wyfrunął za kraty, ma teraz czystą kartę (no, może nie do końca, bo prokuratura zapowiedziała apelację w sprawie śmierci gen. Papały), prawa obywatelskie i możliwość wyboru własnej drogi. Jedno jest pewne, gdyby kiedyś zapragnął napisać uczciwe wspomnienia (nie zafałszowane, jak w książce, którą wydał na początku poprzedniej dekady), to byłaby dopiero sensacja. Musiałby wtedy ujawnić detale, które wielu spędzają sen z powiek. Na przykład, kto pośredniczył w słynnej sprawie prezydenckiego ułaskawienia i kto wziął pieniądze. W głowie „Słowika” siedzi niejedna tajemnica. One kiedyś też wyfruną.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj