Urban i turban

Gdyby Urban nosił turban, zamiast świni byłby Chomeini. Każde dziecię PRL znało tę ludową mądrość. Cóż, jak zwykle, lud miał rację. Gdyby dzisiaj Urban nosił turban lub jakąś inną wyznaniową szatę, to mógłby więcej. Ludzi wiary nowoczesność hojniej niż innych obdarzyła wolnością słowa. A raczej nie odebrała tej, którą – na wyłączność – mieli od zawsze. Wolno im na przykład brzydko mówić o innych religiach – że ich wyznawcy to „niewierni” albo „sekciarze”. Albo że ich wiara, dajmy na to „neopogaństwo”, jest oszukaństwem. A bez „turbanu” nie da rady – trzeba z wszelkimi religiami obchodzić się jak z jajkiem. Delikatnie i z uszanowaniem. Bo jak nie, to czeka cię, bratku, paragrafik. A właściwie artykulik Kodeksu karnego „Kto obraża uczucia religijne…”. To nic, że są już dwa inne, 256 i 257, zabraniające wzniecania nienawiści na tle różnic wyznaniowych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj