Prawica trzyma kciuki za wygraną Gowina
Gowinada
Charakterystyczne, jak wobec wewnętrznej rozgrywki w Platformie zachowuje się PiS i jak emocjonują się nią dziennikarze jemu bliscy. Jakoś temu, co w swojej partii robił i robi Jarosław Kaczyński tyle uwagi nigdy nie poświęcali.

Wybory partyjne przewodniczącego Platformy Obywatelskiej wchodzą w fazę finalną, kończą się te internetowe, można jeszcze głosować przesyłkami pocztowymi. Jest jednocześnie zimno i gorąco, bo Jarosław Gowin aktywnie i w różnych formach (jeździ po kraju, wykorzystuje bardzo sprawnie Internet, zaczepia gdy się tylko da swojego konkurenta i mówi, mówi…) walczy o głosy – więc jest gorąco, choć nie ma żadnych szans, by realnie zagrozić Donaldowi Tuskowi – więc jest zimno.

Walczy o głosy, tyle tylko że już chyba nie chodzi mu o poparcie wewnątrz partii, a o wzmocnienie swojej pozycji w polskiej polityce tak w ogóle. Na różnych kierunkach, z potencjałem planowania osobistej kariery w różnych miejscach i gatunkach. Że w PO się nie utrzyma, to już jest pewne, poszedł w swojej kampanii o kilka mostów za daleko i jeśli po prostu nie będzie wyrzucon,y to będzie marginalizowany i rychło dziennikarze przestaną do niego dzwonić. Ale przecież Jarosław Gowin to wie i jak nic widzi dla siebie inne perspektywy, jako polityka podmiotowego, może lidera jakiejś nowej formacji, choćby tzw. republikańskiej, która lokowałaby się gdzieś na prawo od PO i blisko PiS. Ważna dla przyszłej gry powyborczej, bo gdyby zdobyła trochę mandatów mogłaby być wręcz niezbędnym partnerem koalicyjnym na prawo i na lewo od siebie.

Tej podmiotowości miałaby służyć aktywność Jarosława Gowina jako niby męża stanu, naturalnego kandydata do najwyższych stanowisk państwowych, godnego być nie tylko prezydentem Krakowa, ale Polski też jak najbardziej.

Charakterystyczne jak wobec tej wewnętrznej rozgrywki w Platformie zachowuje się PiS i jak emocjonują się nią dziennikarze jemu bliscy. Jakoś temu, co w swojej partii robił i robi Jarosław Kaczyński tyle uwagi nigdy nie poświęcali. Widać, że nienawiść do Tuska owocuje wielką miłością do Gowina. Jakże by to było w końcu wspaniale, gdyby to on właśnie stanął na czele Platformy, nie tylko że wyraźnie ewoluuje w stronę PiS, ale tak naprawdę gwarantuje – czego się oczywiście głośno nie mówi – że partia dzisiaj rządząca pójdzie w rozsypkę i tylko kurz po niej zostanie.

Więc można przeczytać jak kręci się – naturalnie z polecenia Tuska – przy tych wyborach, jak karty do głosowania hulają po kraju, jak premier bez przerwy kompromituje się, a to odmawiając bezpośredniej debaty z Gowinem, a to wystawiając mu surową ocenę. Ta gowinada jest wręcz śmieszna.

Jasne, ważne jest dla odczytania wewnętrznych nastrojów w PO to, ile procent głosów spośród tych ponad 40 tys. zdobędzie konkurent Tuska, a też jaka będzie frekwencja w tych wyborach. Ale to będą jednak sygnały przede wszystkim ważne dla przewodniczącego nowego, czyli starego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj