Komentuje dr Jarosław Flis, socjolog i politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego:
Jarosław Flis.
Adam Chełstowski/Forum

Jarosław Flis.

Strategię PiS: Jarosław Kaczyński forsuje pomysł samodzielnej większości, przy okazji próbując podbierać wyborców PSL, bo wie, że niewiele traci. Ludowcom bliżej do PO niż do PiS. W rzeczywistości jednak prezes gra na dwie ręce, bo aby rządzić samodzielnie, trzeba mieć aż 44 proc. głosów. To się jeszcze nikomu w Polsce nie udało. Dlatego gdy przyjdzie co do czego, nic nie zniechęci Kaczyńskiego do koalicji z PSL. A jeśli ludowców teraz trochę oskubie, to tylko będą bardziej chętni do ustępstw.

Wiele teraz zależy od tego, dokąd popłynie rozochocony prezes. Politykowi nic tak nie szkodzi, jak poczucie, że już, już – mam zwycięstwo na wyciągnięcie ręki. Kto łapie wiatr w żagle, może nadziać się na rafę. Kolejna zakamuflowana opcja niemiecka może się pojawić w najmniej oczekiwanym momencie i zniszczyć wszystko.

Spotkania z wyborcami w powiatach: Kaczyński odwiedza mniejsze miejscowości z prostego powodu - spotkania z wyborcami wypadają tam lepiej, frekwencja zwykle jest większa. Ludzie są z dala od władzy i gdy przyjeżdża do nich ktoś tak znaczący jak prezes PiS, czują się docenieni. To zupełnie normalne, choć w przypadku PiS niezbyt racjonalne. Jeżdżenie głównie tam, gdzie jest się dobrze przyjmowanym nie jest dobrą strategią jeśli chodzi o komunikację  wyborczą. Bo przecież 60 procent się nie przeskoczy nawet na Podkarpaciu. Ważniejsze jest to, ile się dostanie w zachodniopomorskim i w wielkopolskim. PO wygrała ostatnie wybory właśnie dlatego, że odebrała wyborców PiS w jego matecznikach na wschodzie kraju, a na dodatek kosztem partii Jarosława Kaczyńskiego wzmocniła się właśnie na Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolskim. Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że Elbląg był ważniejszym celem niż Ropczyce, gdzie więcej już PiS nie ugra.

Relacje z prawicowymi radykałami: Jarosław Kaczyński nie musi teraz wygłaszać radykalnych tez. Taka strategia mobilizowania sympatyków jest potrzebna, gdy partia traci poparcie. Radykałowie są skłonni wybaczyć wiele, jeśli lider wziął kurs na zwycięstwo. Można to streścić w słowach, że jeśli ci, których nienawidzimy przegrają, to my przełkniemy wszystkie ściemy dla lemingów.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj