Warszawa: festiwal storpedowany
Cisza mocna
Nie odbędzie się Fugazi Fest – może dlatego, że po 21 latach od startu klubu Fugazi Warszawa jest już zupełnie innym miastem.

Wariant berliński w Warszawie nie działa. Miał być festiwal muzyczny nad Wisłą – 22 dni występów non-stop, z pobiciem rekordu świata w kategorii najdłuższego nieprzerwanie trwającego koncertu. Będzie cicho – po protestach coraz głośniejszej i bardzo skutecznej koalicji Ciszej Proszę, czyli grona aktywistów znanych z walki z klubokawiarniami na Powiślu. Fugazi Fest się nie odbędzie, mimo idącej w setki liczby przygotowujących się doń wykonawców i mimo tego, że bilety trafiły już do sprzedaży. Odwołano imprezę na tydzień przed jej planowanym startem.

Mieszkańcy mają prawo protestować i fakt, że stołeczny Urząd Miasta ugiął się pod tymi protestami, w sumie też nie bardzo dziwi. Tym bardziej, że to dla ratusza trudny i dość niebezpieczny czas. Z drugiej strony – sprawa tylko potwierdza, że działalność kulturalna jest jedną z najsłabszych stron rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz w Warszawie. Jeśli Biuro Promocji Miasta podejmowało wcześniej w rozmowy z organizatorami Fugazi Fest, to dlaczego ratusz od razu, już wiele miesięcy temu nie zaproponował innego miejsca dla imprezy? Czy po całorocznych kontrowersjach wokół hałasu na Powiślu trudno się było domyślić, że 22-dniowy festiwal na Cyplu Czerniakowskim będzie miał przeciwników? Wspomniany przeze mnie wariant berliński nie oznacza samowoli organizatorów – przeciwnie, oznacza inicjatywę ze strony władz, które proponują zawczasu konkretne rozwiązania, żeby uniknąć konfliktów o dopuszczalną emisję hałasu w godzinach nocnych.

Twórcy dawnego Fugazi Music Pubu w nieistniejącym już budynku kina W-Z założyli na początku lat 90. jeden z pierwszych klubów muzycznych w nowej Polsce. Prowadzili go na wariackich papierach, ale liczba ważnych dla polskiej muzyki wykonawców, którzy tam debiutowali bądź dawali historyczne koncerty, imponuje do dziś. Działał 24 godziny na dobę, stał się pierwowzorem dla wielu innych tego typu miejsc i wprawdzie zakończył działalność w konfrontacji z przejmującą wówczas stołeczne lokale przestępczością zorganizowaną, pozostawił po sobie ciekawą legendę. Było może bardziej niebezpiecznie, choć zarazem sfera wolności wydawała się szersza niż w dzisiejszej Warszawie. Pokazuje to zresztą nieźle świetny komiks Marcin Podolca o historii Fugazi, który – przygotowywany do wydania – pozostanie pewnie jedynym śladem po całym zamieszaniu związanym z niedoszłym festiwalem.

I jeśli cała sprawa Fugazi Festu coś przypomniała, to tę legendę oraz ironię losu towarzyszącą od początku twórcom klubu. „Fugazi” znaczy „spaprane”. To słowo – ze slangu amerykańskich żołnierzy walczących w Wietnamie – miłośnicy muzyki znają dość powszechnie. W nazwie umieścił je słynny zespół Fugazi z Waszyngtonu, a grupa Marillion hasłem „Fugazi” ochrzciła jedną z najsłynniejszych płyt. I mam wrażenie, że decyzja o nazwie dla warszawskiego klubu podjęta przez jego założycieli 21 lat temu zaciążyła w jakiś sposób nad całym przedsięwzięciem – co mogło pójść dobrze, poszło źle. 

Oświadczenie Urzędu Miasta w sprawie Fugazi FESTiwalu

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj