Solidarność: triumf albo zgon
Co się stało z Solidarnością?
Solidarność wraca. Wychodzi na ulice. Ze szturmówkami, na których widnieje pisana solidarycą nazwa. Z legendą, do której wciąż się odwołuje. Na moje oko to już ostatni powrót Solidarności. Jej triumf albo zgon.
Nacjonalizm i antykomunizm nadały Solidarności stricte polityczny charakter.
Maciej Jarzębiński/Forum

Nacjonalizm i antykomunizm nadały Solidarności stricte polityczny charakter.

Nie da się drugi raz wejść do rzeki, która poniosła Pierwszą Solidarność. Bo tej rzeki nie ma. Zostały wyżłobione w ludzkiej świadomości i w książkach suche jak pieprz kaniony. Nieszczęściem Drugiej Solidarności jest od blisko ćwierć wieku, że tego nie zauważyła. I że jej Wałęsa nie rozwiązał, kiedy zabierał znaczek Solidarności „Gazecie Wyborczej”. Dziś widać, że było to także nieszczęście dla Polski.

Z majestatycznego, ogólnonarodowego, niepodległościowego, antysowieckiego, patriotycznego, ludowego, na pół powstańczego ruchu, który przybrał postać związku zawodowego – bo tylko taką dało się wynegocjować z władzami – w wolnej Polsce nie mogło wiele pozostać. Zresztą, zanim jeszcze ta wolna Polska wybuchła, już niewiele z niego zostało. Andrzej Wajda pokazał to w filmie o Wałęsie. Gdy zatrzymany 13 grudnia 1981 r. wódz Solidarności na jakiejś rogatce zaczyna wzywać pomocy z okna limuzyny, tłum zwraca się przeciw niemu. Tak było. Po roku zawieruchy i coraz trudniejszego życia Polacy w większości woleli święty spokój.

Do czasu Okrągłego Stołu w nielegalnych strukturach Solidarności i „niezależnego społeczeństwa” przetrwało może kilkadziesiąt tysięcy. Może miliony patrzyły na te tysiące życzliwie, ale się nie wychylały. Nie tylko ze strachu, konformizmu i interesowności. Także z poczucia beznadziejności.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj