Po referendum, przed Wembley
Gliński za Fornalika
HGW przetrwała. Wygrali warszawiacy. I Polska. A co będzie z prof. Glińskim? Może PiS zgłosi go na selekcjonera reprezentacji Polski?

Wszyscy jesteśmy dłużnikami burmistrza Piotra Guziała, który wymyślił warszawskie referendum. Nawet Hanna Gronkiewicz-Waltz przyznaje, że wiele mu zawdzięcza i że czegoś ważnego nauczyła się o sprawowaniu władzy.

Dzięki referendum cała Polska wzięła udział w pierwszej od niepamiętnych czasów debacie o Warszawie - jednym z ostatnich wielkich miast Unii Europejskiej, które wciąż nie ma obwodnicy, w którym mapa metra mieści się na ołówku, muzeum sztuki nowoczesnej od lat "ma być", płachty reklam w każdej chwili mogą zasłonić wszystko itd.

Może dzięki referendalnej debacie Polacy nareszcie zrozumieją, że Warszawa nie jest taką Kanadą, jak się wielu wydaje. Nawet jeżeli średnio więcej zarabiamy, to więcej czasu spędzamy stojąc w korkach, za wiele rzeczy znacznie drożej płacimy, dłużej pracujemy, mamy szpitale gorsze niż wiele małych powiatów, do przedszkola i żłobka trudniej się tu dostać, niż w wielu małych miastach itp.

Ale najważniejsze jest to, jak wizja referendum zmieniła postrzeganie władzy przez ludzi, którzy ją sprawują. Od chwili, gdy się okazało, że Piotr Guział może pod wnioskiem o referendum zebrać tyle głosów, ile wymaga ustawa, a zwłaszcza od chwili, gdy Jarosław Kaczyński przedstawił prof. Piotra Glińskiego jako kandydata PiS na miejsce HGW, władze Warszawy nabrały szacunku dla mieszkańców. Znalazły sensownych następców dla urzędników otaczanych zasłużenie najgłębszą niechęcią, odkryły, że oszczędności nie muszą być dla mieszkańców aż tak bardzo bolesne, jak zapowiadano. Sam premier zaś sobie cudownie przypomniał, że warto by kiedyś dokończyć obwodnicę zakorkowanej Stolicy.

Dwaj panowie, którym te cuda zawdzięczamy, nie powinni teraz zostać zapomniani. Burmistrz Ursynowa Piotr Guział na razie ma posadę i zapowiada, że w przyszłym roku będzie się ubiegał o prezydenturę Stolicy. Nie sądzę, żeby wygrał, ale zapomnienie raczej mu nie grozi. Ale co z profesorem Glińskim? Żal, żeby się przez kolejne lata marnował. Kilka zbiorowości można by skutecznie jego kandydaturą nastraszyć. A jedną dziś szczególnie warto.

Gdyby prezes Kaczyński dzisiaj zaproponował kandydaturę Glińskiego na miejsce trenera Fornalika, triumf na Wembley mielibyśmy w kieszeni, bo na piłkarzach zrobiło by to zapewne podobne wrażenie, jak na warszawiakach, a zwłaszcza na władzach Warszawy i Platformy. Za pół roku można by zaproponować Glińskiego na szefa PZPN, a potem Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ONZ. Cały świat stałby się dużo lepszy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj