Paradowska o referendum szkolnym: to wojna polityczna
To wojna polityczna, a nie wojna o dzieci – mówiła Janina Paradowska w Poranku Radia TOK FM o rozpoczynającej się w Sejmie debacie ws. wniosku o referendum dotyczącego zmian w edukacji na wczesnych etapach edukacji.
Janina Paradowska
Tadeusz Późniak/Polityka

Janina Paradowska

Adam Szostkiewicz
Leszek Zych/Polityka

Adam Szostkiewicz

Zdaniem publicystki POLITYKI wniosek o referendum to akcja, która „pod pozorem ratowania sześciolatków”, chce zrewolucjonizować całą edukację. Pod wnioskiem o referendum podpisało się niemal milion osób. Organizatorzy akcji, czyli Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, proponują, by obywatele odpowiedzieli, czy są za zniesieniem obowiązku szkolnego dla sześciolatków i przedszkolnego dla pięciolatków, przywróceniem pełnego kursu historii i innych przedmiotów, a także, czy są za stopniowym powrotem do starego systemu (8 lat podstawówki plus 4 lata szkoły średniej, oraz ws. powstrzymania likwidacji publicznych szkół i przedszkoli.

Zgodnie z reformą z 2009 r. sześciolatki miały obowiązkowo pójść do szkoły 1 września 2012 r., wcześniej wybór, czy posłać sześciolatka do szkoły mogli decydować rodzice. Rząd ulegając samorządom, które zgłaszały, że potrzebują więcej czasu na przygotowanie szkół do przyjęcia sześciolatków, przesunął termin obowiązkowego początku nauki w szkołach dla nich na 1 września 2014 r.

Adam Szostkiewicz, publicysta POLITYKI uznał, że gdyby jego dzieci były obecnie w wieku szkolnym, to on posłałby je do szkoły jak najwcześniej – Nie dlatego, by się ich pozbyć, lecz by dać im szansę na lepsze życie – zaznaczył. Ponadto, gdyby był posłem odrzuciłby wniosek o referendum w tej sprawie – Ten projekt jest społecznie szkodliwy – stwierdził publicysta, gdyż rozmijają się z powszechną na Zachodzie tendencją rozpoczynania edukacji jak najwcześniej. Adam Szostkiewicz powołał się na własne obserwacje systemu brytyjskiego, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej, mimo ewidentnych braków w infrastrukturze, wczesny dostęp do edukacji był szczególnie istotny, zwłaszcza dla ludzi z niższych warstw społecznych. Gdyby do referendum doszło – publicysta zadeklarował, że nie wziąłby w nim udziału.

Publicysta POLITYKI zwrócił jeszcze uwagę na nowy aspekt kulturowy – „sentymentalizację dzieci” i wczesnego okresu dzieciństwa. – To pod prąd oczekiwaniu, że będziemy budować kapitał społeczny i uczyć młodzież zdolności do współpracy i pracy zespołowej. Oni [zwolennicy referendum – red.] chcą kwoczyć nad dziećmi jak najdłużej, by tych umiejętności społecznych nie zdobywały. W efekcie społeczeństwo jest zbiorem zanarchizowanych indywidualistów, którzy nie są w stanie działać dla dobra wspólnego.

Posłuchaj porannej dyskusji publicystów w TOK FM

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj