Pies czyli kot
Prowadzi sobowtór
Zbliżał się 11 listopada i jedno czułem – ja tego nie ogarnę.

Wiedziałem, że będzie coraz bliżej wyjaśnienia przyczyn wiadomo czego. Przecież to się nigdy nie wyjaśni i o to właśnie chodzi, żeby się nie wyjaśniło. W kiosku z okładki tygodnika patrzą na mnie Roman Dmowski, Józef Piłsudski i Lech Kaczyński. Kaczyński siedzi przy stole, Dmowski i Piłsudski stoją. No, zgadza się. Tak powinno być, że ci dwaj stoją, tylko dlaczego Piłsudski taki spokojny nad mapą dzisiejszej Polski? – Mogę przejrzeć? – pytam panią w kiosku. Mogę. W środku uśmiechnięta fotografia pewnego producenta filmowego, autora tekstu, co być może powiedziałby nam Piłsudski: „Polska spróchniała”. Dmowski: „Polacy są dziś narodem chorym”. Dobra jest, dalej nie czytam, bo o chorobach nie lubię.

Była środa, 6 listopada. Wieczorem w Warszawie wsiadłem w pociąg do Białegostoku. Hotel, bardzo dobry zresztą. Do 5 rano nie spałem, bo na ulicach szał. W parku nieopodal śpiewy i krzyki: Polska, biało-czerwoni! Rano nieprzytomny w taksówce. – Oglądał pan? – pyta kierowca – Wygraliśmy! – Z kim? – Jak to z kim, z Borussią. – Przecież to Arsenal grał z Borussią – mówię. – No tak, ale w Arsenale Szczęsny.

Załatwiam sprawy w jakimś tam urzędzie i nagle w głowie mi się robi jasno. Przecież gdyby Borussia wygrała z Arsenalem, to też byśmy wygrali.

Bo tam Lewandowski, Piszczek... I już wiem, że dokonałem historycznego odkrycia. To jest pomysł na Polskę. W Manchesterze City i w United też, w Realu i w Barcelonie, i w ogóle wszędzie, musimy mieć w składzie Polaka. Wtedy zawsze wygrywamy. Piłsudski patrzy i oczom nie wierzy: – To znaczy jak to, Polacy zawsze wygrywają? – Zawsze, panie marszałku.

„Cel Legii: Podnieść się z dna. Mistrzowie Polski z Trabzonsporem chcą zdobyć pierwszą bramkę i punkty w Lidze Europejskiej” – czytam w „GW”, że będzie transmisja. Coś mnie podkusiło, żeby ten mecz oglądać. Legia zagrała tak, jak potrafi, gdy gra o wszystko. Jeden z Turków zarobił żółtą kartkę. To olśniło naszych sprawozdawców. – Gdyby ten Turek dostał drugą, to wyleciałby z boiska. I tak trzeba grać – krzyczeli radośnie – starać się być z piłką obok niego i sprowokować do nieczystego zagrania! Wymusić faul! Żeby to było raz, pomyślałbym, że żartują. Ale mówili o tym wielokrotnie – aż Turcy strzelili drugiego gola i w ten sposób Legia po raz czwarty w tych rozgrywkach nie zdobyła ani jednej bramki, ani punktu. Sprawozdawcom zostało tylko podkreślić, że nasi byli lepsi, ale jednak przegrali. A ja sobie pomyślałem – jak to przegrali, skoro wygrali? Tak, Polacy wygrali, bo przecież Arkadiusz Mierzejewski, 26-letni rozgrywający, był na boisku w drużynie Trabzonsporu. Moja idea się sprawdza.

Polacy wygrywają na wszystkich boiskach, a ci prawdziwi na wszystkich ulicach. 11 listopada otwieram telewizor i widzę, jak demokracja kwitnie biało-czerwonymi sztandarami. Miałem rację, przeczuwając, że tego nie ogarnę. W Warszawie 11 demonstracji, dwa marsze i bieg. Pod Pałacem Kultury spalono flagę Rosji. A w Krakowie szumi skrzydłami husaria jak pod Wiedniem. Pokona każdego, kogo trzeba, bo prowadzi ją sobowtór Piłsudskiego. Nad nimi wielki transparent „Polish president murdered in Russia”. Są w naszym narodzie poligloci, którzy potrafią powiedzieć prawdę w każdym języku. Ciekawe tylko, dlaczego świętują niepodległość, śpiewając „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić, Panie”.

Na koniec przypominam o wielkim, polskim zwycięstwie – Arsenal wygrał z Borussią.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj