„Kobra” wróciła do TVP. Sukces duży
Pomysł wart kontynuacji
Telewizja połączyła dominujące trendy: modę na sensację, na retro i na programy na żywo. Efekt: wczorajszą reaktywację „Kobry” – spektakl „Dawne grzechy” w reżyserii Krzysztofa Langa - obejrzało ponad półtora miliona telewidzów, więcej niż którąkolwiek z tegorocznych premier Teatru Telewizji.

Dwuaktowa kameralna sztuczka Rogera Mortimera-Smitha uwodzi umownością – lekkim puszczeniem oka do widza, jest nieco staroświecka, z angielska dystyngowana, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, a aktorom daje szanse na stworzenie pełnokrwistych typów. Tomasz Karolak i Adam Woronowicz grają ze smakiem komediową wariację na temat bohaterów „Myszy i ludzi” Steinbecka – domorosłych londyńskich gangsterów, Kamilla Baar – porwaną przez nich córkę bogatego przemysłowca, zaś Jan Frycz – wersję porucznika Kojaka z włosami. Wszyscy, oczywiście, piją herbatę. Całość mogła się z powodzeniem podobać. Czy będzie kontynuacja? – Generalnie tak, ale to trudna i każdorazowo osobno podejmowana decyzja, bo wynikająca z aktualnej kondycji finansowej TVP – zastrzega rzecznik TVP Jacek Rakowiecki.

Pomysł wydaje się wart kontynuacji. Ludzie pokochali sensację – kryminały to drugi obok literatury faktu najlepiej sprzedający się gatunek literacki, a serial sensacyjny to dziś obowiązkowa pozycja w ramówce każdego kanału telewizyjnego. Jednak dobra, oryginalna produkcja sensacyjna to ogromny koszt, a konkurencja na rynku jest tu tak duża, że widownia (i wpływy z reklam) nie zawsze wynagrodzą poniesione nakłady.

Dlatego sensacyjny teatr telewizji może być rozwiązaniem pod każdym względem idealnym. Tańszy w realizacji i oryginalny – żadna stacja poza telewizją publiczną tego gatunku, rozwijanego przez TVP od połowy lat 50. do końca PRL-u, nie zrealizuje. Bazujący na sentymencie kilku pokoleń wychowanych na serii z łypiącym okiem wężem. Atutem jest nawet realizacja „na żywo” – live to gatunek telewizyjny naszych czasów, w teatrze dodatkowo daje szansę śledzenia aktorskich „brudów”, przejęzyczeń, „szycia”, których nie wyczyści postprodukcja.

Czasy, gdy  „Zatrute litery” Agaty Christie w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, pierwsza premiera kobry (2 lutego 1956 r.) miała 95 proc. oglądalności (filmy wówczas oglądało po 60 proc. widzów), a podczas emisji kolejnych pustoszały ulice i zamierało życie, oczywiście są nie do powtórzenia. Ale marka wciąż sympatycznie się kojarzy. Wciąż można spotkać osoby, które powitają nas powiedzeniem Jerzego Dobrowolskiego (w 1977 r. grał detektywa Philipa Marlowe’a w spektaklu Marka Piwowskiego „Kłopoty to moja specjalność” według Raymonda Chandlera): „Dzień dobry, jestem z Kobry”.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj