Zabójstwo Papały - nie szukają Edwarda M.
Wolny, ale podejrzany
Edward M. z Chicago już nie jest ścigany listem gończym za zlecenie zabójstwa gen. Marka Papały. Teraz zostanie po prostu wezwany na przesłuchanie, bo tego wymaga procedura. Inaczej mówiąc, zostanie zaproszony do Polski. Raczej wątpię, czy z zaproszenia skorzysta.

Dla warszawskiej prokuratury apelacyjnej Edward M. do końca procesu w sprawie zabójstwa Papały był zleceniodawcą. A kiedy sąd uniewinnił Ryszarda Boguckiego i Andrzeja Z., ps. Słowik, prokuratura ze stolicy stanowiska nie zmieniła.

Łódzka prokuratura, która przejęła śledztwo w sprawie śmierci generała policji, postawiła, jak wiemy, zarzut zabójstwa dwóm złodziejom samochodowym – Igorowi M., ps. Patyk, i Mariuszowi M., ps. Majek. Z łódzkiego punktu widzenia złodziejom nikt zbrodni nie zlecał, próbowali ukraść samochód, generał przypadkiem pojawił się na parkingu, prawdopodobnie próbował im przeszkodzić, dlatego zginął.

Zdjęcie listu gończego rozesłanego za Edwardem M., biznesmenem polonijnym i bliskim znajomym Marka Papały, to naturalna konsekwencja wynikająca z ustaleń prokuratury łódzkiej. Nie ma w tym żadnej sensacji, poza jednym wątkiem. Prokurator ogłosił bowiem, że i tak podejrzanego musi przesłuchać, aby postawić mu zarzut, albo śledztwo w jego sprawie umorzyć. Dura lex, sed lex – twarde prawo, ale prawo, czyli rzymska zasada o nadrzędności przepisów nawet nad zdrowym rozsądkiem. Co z tego, że mamy przekonanie graniczące z pewnością, że Edward M. zabójstwa nie zlecił i dlatego przestajemy go ścigać, skoro przesłuchać i tak trzeba.

Edward M. nie jest w ciemię bity i na przesłuchanie raczej nie przyjedzie. Będzie podejrzewał, że to wybieg prokuratorski, aby go jednak przyskrzynić. Może więc prokurator z łódzkiej apelacji pojedzie do Chicago, aby tam przeprowadzić zaplanowaną czynność – tego twarde prawo mu nie zabrania, chociaż naraża budżet na dodatkowe koszty. Na takie rozwiązanie M. pewnie by się zgodził.

Jerzy Mierzewski, prokurator z Warszawy, który uważał i nadal uważa Edwarda M. za zleceniodawcę, kiedy przed laty w prokuraturze krajowej zapadła decyzja o wysłaniu listu gończego za biznesmenem z Chicago, był przeciwny. Podejrzewał, że ten ruch spowoduje, iż M. przestanie opuszczać terytorium USA, bo tylko tam będzie bezpieczny. Słusznie przewidywał. Miał inną taktykę – działać po cichu, nie ostrzegać i zatrzymać podejrzanego, kiedy będzie w Polsce, albo błyskawicznie wydać europejski nakaz aresztowania, kiedy w interesach pojawi się gdzieś w Europie. Być może, gdyby jego pomysł zrealizowano, Edward M. po przesłuchaniu przestałby być podejrzanym i cała machina policyjno-prokuratorska nie brnęłaby przez lata w ślepy zaułek.

Kolejny krok w tej historii to zdjęcie z Edwarda M. statusu podejrzanego. Jeżeli tak by się stało, zacznie się nowy etap. Biznesmen, to pewne jak dwa razy dwa, wystąpi o odszkodowanie i zadośćuczynienie za krzywdy doznane podczas aresztu ekstradycyjnego w USA, za straty moralne i utracone korzyści biznesowe w Polsce. To może być dla naszego kraju kosztowne rozliczenie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj