Świąteczne życzenia od POLITYKI
Życzenia polityczne
O tym, w jakim nastroju obchodzimy święta, decydują głównie sprawy osobiste, ale też w jakimś, pewnie bardzo różnym, stopniu stan spraw publicznych. Tzw. ogólna atmosfera.
Michał Mutor/Agencja Gazeta

Polityka

Tu akurat końcówka roku, jedynego w tym stuleciu z pechowym numerem 13, przyniosła sporo zaskakująco dobrych informacji. Nasze 15-latki zajęły czołowe miejsca w światowym rankingu edukacyjnym PISA, polska gospodarka okazała się najlepsza w Europie pod względem wzrostu wydajności pracy, zebrała także najwyższe prognozy wzrostu PKB w 2014 r., otwarto sto kilkadziesiąt kilometrów nowych dróg i autostrad, Parlament Europejski zatwierdził budżet przyznający nam ostatecznie owe ponad 300 mld zł na modernizację, ba, nawet deficyt budżetowy okazał się mniejszy, niż zakładała nowelizacja. O uchwaleniu ustawy o OFE, traktowanej jako sukces rządu, nie mówię, bo trwa spór, czy to informacja dobra czy zła.

Niebywale dużo komplementów zebraliśmy również przy okazji, skądinąd dramatycznych, wydarzeń na Ukrainie. I nie chodzi o ważną rolę Polski w dyplomatycznych zabiegach na rzecz europejskiego wyboru Ukrainy, bo na razie trudno tu mówić o sukcesie, ale o proste porównania. Przypomniano, że na początku lat 90. Polska i Ukraina miały podobny poziom rozwoju gospodarczego, dziś nasze PKB na głowę jest ponadtrzykrotnie wyższe, nie mówiąc już o wszelkich innych parametrach jakości i stylu życia. Ukraińscy przyjaciele wypowiadają się o nas z podziwem, jako o przykładzie niebywałego historycznego sukcesu, wzorze do naśladowania.

Okropne to wszystko, zakłamane i jednostronne, prawda? Bo przecież, czytam i słyszę, że nasi gimnazjaliści co najwyżej nauczyli się odwalania testów na małpę, autostrady miały być gotowe na Euro, gospodarka rośnie, ale płace stoją, zagraniczni inwestorzy tworzą tysiące nowych miejsc pracy, ale marnych, rząd jest nieudolny, niepodległość kraju i wolności osobiste zagrożone. A jeśli nas chwalą, to dlatego, że jesteśmy bezwolni i ulegli. Założę się, że przypadające w przyszłym roku 25-lecie transformacji i 10-lecie wejścia do Unii, czyli pobytu „pod niebieską szmatą”, będziemy obchodzić w atmosferze ogólnie skwaszonej, napiętej i wrogiej.

Wciąż się zastanawiam, skąd w naszym nastawieniu do siebie tyle obezwładniającego negatywizmu? Dlaczego zewnętrzny obraz Polski, kraju imponującego całej Unii, tak bardzo odbiega od autoportretu? Skąd tyle hejterstwa, zalewającego wszystkie portale i fora internetowe? Taka masa złej energii?

Drobny przykład: niedawno w naszym cyklu opisującym polskie miasta zdarzyło nam się szczerze pochwalić ewidentne osiągnięcia jednej z metropolii; od razu zebraliśmy od lokalnych patriotów cięgi, że przecież miasto jest g... warte, podobnie jak jego władze i cały nasz raport, pewnie kupiony za czyjąś kasę. Można, oczywiście, pocieszać się, że istnieje jakaś bardziej obiektywna, choćby lekko zadowolona, milcząca większość, a odzywają się głównie frustraci i nienawistnicy. Ale tej domniemanej większości nie widać ani w sondażach, ani w tzw. życiu publicznym. Dominuje masochizm, uogólnione niezadowolenie, wypowiedziana lub nie pretensja. Dziś w Polsce strach cokolwiek i kogokolwiek pochwalić.

W przyszłym roku mamy wybory europejskie i samorządowe, w następnym prezydenckie i parlamentarne. Ten polityczny czteropak zdecyduje o sytuacji i atmosferze kraju aż do następnej dekady. Sondaże już zapowiadają możliwy powrót do władzy toksycznych „facetów w czerni”, kapłanów polskich klęsk, ofiar, krzywd, urojeń i zdrad. Nastrój zbiorowy przesuwa się w ich stronę.

Jeśli mówimy, że Ukraina znalazła się na rozstaju między Europą i Rosją, my także zbliżamy się do naszego rozstaju. Zanim pójdziemy (lub nie) głosować, każdy chyba powinien w samotności dokonać własnego bilansu i wyboru. Jak ocenia to 25-lecie? Czy nasze prywatne osiągnięcia mają jakiś związek ze zmianami w kraju? Czy jest raczej za ewolucją państwa czy za rewoltą? Woli sukcesy materialne czy symboliczne? Władzę raczej miękką, czasami niezdecydowaną czy surowe jedynowładztwo? Politykę ciepłą czy gorącą? Szukanie kompromisów czy winnych? Urzędników czy proroków? Pluralizm czy jedność moralno-polityczną narodu? Unię czy polskie mocarstwo?

Wchodzimy właśnie w czas składania sobie życzeń. Prywatnie zawsze życzymy sobie mniej więcej tego samego: zdrowia, pieniędzy, szczęścia rodzinnego, pociechy z dzieci. A publicznie? Warto się chwilę nad tym zastanowić, bo, uwaga, życzenia mogą się zacząć spełniać. Nawet jeśli okaże się, że wcaleśmy sobie tego nie życzyli.

Bardzo udanych i szczęśliwych Świąt!

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj