To jest słabe

Czy zauważyliście, jak pełznie przez próg polszczyzny nieproszony gość? Niewinny z pozoru zwrocik, tak banalny, że ledwie można w nim rozpoznać zalążek frazeologizmu, rodzące się powiedzenie. Brzmi: „to jest słabe”. Okrutny, niedający szans, wykluczający i puszczający w niepamięć wszystko, czego dotknie. Stygmat niewidzialności, królewskie ziewnięcie. „To jest słabe” to coś więcej niż marne, mierne, niespełniające oczekiwań. Jeśli coś jest słabe, to tego właściwie już nie ma. Nie wymaga wzmocnienia, naprawy – musi być wzgardzone i porzucone.

W sukurs idzie proste „słabo”, które w korporacyjnej Warszawie zaczęło być przeciwieństwem „OK”. Pociąg się spóźnia? Słabo. Rzuciła dziewczyna? Słabo. Ani źle, ani niedobrze. Słabo. Słabo, czyli bez energii, bez życia, nieatrakcyjnie. Bo jak już jest naprawdę źle, to jest masakrycznie. A jak jest dobrze, to jest zajebiście. Reszta jest słaba.

Przecież musi być moc.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj