Premier zapowiada wielki skok
Przyszłość za 2 procent
Donald Tusk powiedział, jak i po co wydamy 499 mld złotych z nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. To najprawdopodobniej ostatni wielki zewnętrzny zastrzyk finansowy. Czy doprowadzi, jak obiecuje premier do zwieńczenia modernizacyjnego skoku trwałymi efektami cywilizacyjnymi?

Premier obiecuje, że w perspektywie dekady Polska znajdzie się w szeregu 20 najzamożniejszych państw świata, z przeciętnym dochodem na mieszkańca na poziomie 80 proc. unijnej średniej. Zmaleje ubóstwo i wszyscy zostaną podłączeni do szerokopasmowego Internetu. Autostrad będziemy mieli więcej niż Brytyjczycy.

To wszystko za sprawą realizacji przyjętych programów operacyjnych, w których akcent w większym stopniu, niż w poprzedniej perspektywie budżetowej położono na rozwój infrastruktury wiedzy i „miękkich czynników rozwoju”. Czy rzeczywiście programy te spowodują, że za dziesięć lat dzisiejsi gimnazjaliści zaliczani pod względem swych umiejętności do europejskiej czołówki uznają, że warto zostać w Polsce zamiast za granicą szukać pracy adekwatnej do tych umiejętności?

Prostej odpowiedzi nie ma – wszystko będzie zależeć od projektów zgłaszanych w ramach wspomnianych programów operacyjnych. Umiemy już je pisać, żeby spełniać wymogi formalne Unii Europejskiej. Czy umiemy pisać je sensownie, tak żeby uniknąć budowania zbędnej, nieproduktywnej infrastruktury? Kosztów jej utrzymania nie pokryje Unia, pieniędzy może nie starczyć również mieszkańcom polskich gmin, które ufundowały sobie aquaparki, stadiony i inne fajne obiekty. Warto pamiętać o lekcji Hiszpanii, choć w Polsce inwestycyjne rozpasanie nie było aż tak wielkie, ale i kraj biedniejszy.

Powodów do niepokoju jest jednak więcej, i to bardziej zasadniczych. Nakłady na badania i rozwój mają osiągnąć w ciągu dekady 2 proc. PKB, czyli w ciągu dekady osiągniemy dzisiejszy poziom Chin, kraju rozwijającego się. Z taką intensywnością nie mamy co marzyć o dalszym wzroście produktywności gospodarki, bo przy tendencjach demograficznych jedynym na to sposobem jest innowacyjność. Tej bez badań i rozwoju nie da się uzyskać, choć wiadomo że sam wzrost nakładów na ten cel nie wystarczy. Z kolei bez opartego na innowacjach wzrostu produktywności nie pozostanie nic innego, jak konkurowanie kosztami pracy, co z kolei nie jest dobrą wiadomością dla wspomnianych gimnazjalistów. A i ambicję, by zwiększyć względny poziom zamożności trzeba będzie potraktować jak mrzonkę.

Bez problemu dałoby się przesunąć w górę drabiny zamożności, gdyby inni w tym wyścigu czekali i z bierną życzliwością przyglądali się ambitnym planom Polaków. Nikt jednak nie czeka, warto więc popatrzeć na  plany i pomysły bliższych oraz dalszych sąsiadów, sojuszników i konkurentów. Może się okazać, że nie tylko nie przegonimy, ale nawet i nie dogonimy. Premier słusznie przekonuje, że modernizacja nie jest celem, tylko narzędziem do podniesienia poziomu życia. Tyle, że celu tego nie da się osiągnąć jedynie doganiając Europę w długości autostradowej sieci, ani nawet w parametrach dostępu do Internetu.

Obawiam się, że drogę do lepszej przyszłości zamknie ustawienie ambicji na owych 2 proc. PKB na badania i rozwój. Bardzo chciałbym się mylić, o wiele bardziej odpowiadają mi optymistyczne wizje Donalda Tuska. Tylko ta feralna dwójka...

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj