Stuletni cichociemny
Gen. Stefan Bałuk
Zbigniew Furman/Fotonova

Gen. Stefan Bałuk

Gen. Stefan Bałuk nie urodził się w Polsce, bo Polski wtedy nie było. Był 15 stycznia 1914 r. Tego nie zapamiętał. Ale drugą wojnę światową ma w małym palcu. I sporym pudełku z negatywami. We wrześniu 1939 r. Warszawę opuścił z małym tobołkiem i aparatem fotograficznym. Zawędrował aż do Londynu. Chłopak, którego jeszcze kilka lat wcześniej nie chcieli przyjąć do wojska ze względu na zbyt delikatne zdrowie, trafił na kurs cichociemnych. Nad Polskę leciał trzy razy. Skoczyć udało mu się dopiero 9 kwietnia 1944 r. Walczył z aparatem w ręku: podrabiał dokumenty, fotografował niemieckie umocnienia, robił fotokopie dokumentów. Za udział w powstaniu warszawskim Virtuti Militari osobiście wręczał mu gen. Bór-Komorowski.

Teraz czeka go kolejne zadanie – zdmuchnąć 100 świeczek na torcie. Uroczystość odbędzie się wśród najbliższych. – Mąż nie znosi żadnych objawów słabości. A że nie czuje się najlepiej, to nie chce się nikomu pokazywać – mówi żona Danuta Bałuk. Pod oknem generała Bałuka „200 lat” odśpiewać mieli żołnierze GROM, którzy kontynuują tradycję cichociemnych, ale ze względu na stan zdrowia jubilata i to odwołano.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj