Pies czyli kot
Potem się pomyśli
Burak pastewny w spotkaniu z grafenem prowadzi 17:5 i wiele wskazuje na to, że w następnych latach przewaga buraka się zwiększy.
Polityka

Grafen, odmiana węgla, siatka grubości jednego atomu, to materiał przyszłości. Burak pastewny – wiadomo – jaka przeszłość, taka przyszłość.

Leży właśnie przede mną omówienie budżetu na 2014 r., podpisanego kilka dni temu przez prezydenta. Stąd właśnie pierwsze zdanie felietonu. 200 mln więcej niż w 2013 r. dostał w nim peeselowski KRUS, co daje razem 16,7 mld zł. Tak w praktyce wygląda zapowiadana w drugim exposé premiera Tuska stopniowa likwidacja tej instytucji. No, ale w końcu koalicjant musi wejść do Sejmu, bo trzecia kadencja jest do wzięcia. Na badania naukowe dano w budżecie ciut ponad 5 mld zł. Będziemy więc nadal zieloną wyspą, a to z powodu koloru buraczanej naci. Maria Skłodowska-Curie musi nam wystarczyć jeszcze na długie lata.

W roku dumnych haseł o polityce prorodzinnej rząd lekką rączką obciął też wydatki na oświatę i wychowanie. O 100 mln. Na pocieszenie zapowiedział darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów. Za 10 mln, czyli 20 zł (brutto) na ucznia. Trudno jest komentować dobre chęci. Darmowego podręcznika jeszcze nie ma, bo żaden z tych, których teraz używają szkoły, podobno się nie nadaje. Swoją drogą ciekawe, jak to się dzieje, że dzieci z nich się uczą. Nową książkę napisze MEN. I to szybko, bo rząd inaczej pracować nie potrafi. Nie będzie żadnych dyskusji z nauczycielami czy metodykami, bo przed czerwcem się nie zdąży. Na razie napiszmy, wydrukujmy, a potem się zastanowimy, co w niej powinno być.

Pośpiech i doraźne działania bez merytorycznego zaplecza to stały sposób na rozwiązywanie problemów w naszym kraju. Zasypało 50 wsi na Lubelszczyźnie? I już mamy sztab kryzysowy, gospodarskie wizyty wojewody, akcje dowożenia żywności. Premier do łopaty, minister do pługa (albo odwrotnie), a kucharka do rządzenia państwem, jak mawiał Lenin. Episkopat walczy z gender, więc śniegiem na razie nie jest niepokojony.

Czy do tragedii we włocławskim szpitalu musiało dojść? Zabrzmi to strasznie, ale uważam, że musiało. Jeśli nie we Włocławku, to w innym mieście. Sprawa jest w prokuraturze, to oczywiste. Minister zdrowia zarządził błyskawiczną akcję kontrolną w szpitalach położniczych. Czyżby chciał się dowiedzieć, gdzie jeszcze ordynator spał w czasie dyżuru? I co z tego, że się dowie? Nic. Minister dobrze wie, że nic. Polska i Cypr jako jedyne państwa nie podpisały europejskiej konwencji o bezpieczeństwie pacjenta. Sparaliżowany zmęczeniem lekarz jest śmiertelnie niebezpieczny. A każda doraźna akcja polega tylko na tym, że jest szybka. Kiedy się kończy, wszystko wraca do normy, czyli do stanu sprzed kontroli. Jak wygląda ta norma – doskonale wiemy. Na razie w ramach ministerialnej troski rzucono nam ochłap dodatkowych prywatnych ubezpieczeń. Tak, ochłap, bo czy można inaczej to nazwać? Za dodatkowe pieniądze wyciągnięte z naszych kieszeni nikt nie będzie uprzywilejowany – zapewnia minister zdrowia. A ja dodam, że nawet przeciwnie. Pacjent będzie musiał ganiać po całej Polsce i dowiadywać się, który szpital już wykorzystał pieniądze z NFZ, bo tylko wtedy mógłby udzielać ekstra świadczeń.

Nie dziwię się, że rosną słupki poparcia PiS, które mówi krótko: wszystko wyprostujemy. Zlikwidujemy korupcję, zreformujemy służbę zdrowia, podniesiemy płace, przeznaczymy bilion na inwestycje. A przede wszystkim zmienią klimat. Nie wiem, czy mają to w programie, ale od tej zmiany zaczną. To pewne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj