Lech Wałęsa: będę wspierać „Solidarność”, ale z boku
Zosia Samosia
Były prezydent w rozmowie z POLITYKĄ o powrocie do „Solidarności”, naprawie kapitalizmu, klawym życiu i swoim „świętym znajomym”, czyli papieżu Janie Pawle II.
Lech Wałęsa.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Lech Wałęsa.

Ryszarda Socha: – Pana deklaracja: „wracam do „Solidarności”, wywołała w związku wszystko, tylko nie entuzjazm.
Lech Wałęsa:
 – Nie mówiłem, że wracam do „Solidarności”, że się zapisuję, bo nigdy nie było tak naprawdę rozstania. Mówiłem o związkach zawodowych. Można się ze mną zgadzać albo nie, ale zawsze miałem jakiś program, który realizowałem. Od samego początku publicznej działalności. Wtedy, gdy komunizm upadł, uważałem, że trzeciej drogi nie ma, że robotnicy z robotnikiem Wałęsą muszą zacząć budowę kapitalizmu. I budowaliśmy. Niektórzy chcieli od razu uderzać w ten budujący się kapitalizm. Ja ostrożnie do tego podchodziłem. Chciałem, żeby on się zbudował. Dlatego nie zauważałem różnych problemów.

Może za długo trwało to niezauważanie – 25 lat.
Tu można mieć wątpliwości. Ale teraz jest czas, żeby się zastanowić, czy jest możliwe, żeby kapitalizm w Polsce był lepszy. Najlepiej to robić w związkach zawodowych. No, tylko ja nie ze wszystkim, co robią związki, będę się zgadzał. Tam, gdzie będę się zgadzał, to będę mówił: tak, popieram, to trzeba zrobić.

Chce pan być recenzentem.
Będę robił to samo, co robiłem. Będę podkreślał: tutaj związek idzie w dobrym kierunku, a kapitaliści w złym.

Czy była jakaś reakcja ze strony „Solidarności” poza tym, co słyszeliśmy w mediach?
Nie spodziewałem się reakcji. Jestem Zosia Samosia, robię swoje. Rzucam pewne pomysły bez względu na to, czy oni się zgadzają, czy nie.

Piotr Duda mówi, że sam już nie wie, czy Wałęsa chce pałować, czy być pałowanym.
Wałęsa stosuje terapię szokową. Jeśli chcieli rozwalić mistrzostwa świata, to musiałem ich szokiem zatrzymać. Takie metody stosuję. I Duda chce być przewodniczącym, jak do tej pory nie rozumie, co ja powiedziałem?

Czyli będzie pan wspierał związek, ale z boku.
Tak jest. Przecież nie będę siedział na ich naradach. Dzisiaj dochodzę do wniosku, że kapitalizm jest tak silny w Polsce, że trzeba spróbować ułożyć go trochę lepiej. Umowy śmieciowe. Wiele rzeczy na styku praca i pracownik trzeba trochę inaczej ustawić. Zakłady nie wpuszczają związków. Nie mają prawa. Jak ktoś nie wpuszcza związku, to trzeba mu zabrać zakład, nie ma zabawy. Główne filary kapitalizmu zostają. A to, co jest podważane, można w negocjacjach popoprawiać. Więc przypiszmy odpowiedzialność za pracę i bezrobocie kapitalistom, właścicielom środków produkcji. Bo oni się na tym znają. Rządy nie są w stanie tego załatwić. Bezrobocie było wynikiem przede wszystkim wyścigu szczurów. Słabsi odpadali w tej rywalizacji. A dzisiaj nie możemy tak walczyć, programy mają być nie dla tych wyścigowców, tylko dla przeciętniaków i dla nieudaczników.

W Polsce nie widać na razie tych, których mógłby pan poprowadzić na barykady w imię większej równości.
Nie chcę już prowadzić. Ja tylko wszczynam dyskusję, że to można zrobić, że to się będzie opłacało.

Niedawno do kapitalizmu – w kształcie, w jakim go zbudowaliśmy – odniósł się krytycznie profesor Marcin Król, powiedział: „byliśmy głupi”. Pan też by tak powiedział?
Nie, nie. Byliśmy w sytuacji przymusowej. Tamten system się walił, nie było właścicieli. Trzeba było nawet dopłacić, żeby brali fabryki, żeby ktoś odpowiadał za to. Tylko że ja od razu mówiłem: załóżmy białe księgi okresu przejściowego i wszystko będzie do rozliczenia.

Ludzie widzą w panu beneficjenta kapitalizmu. Oglądają zdjęcia z wojaży – Floryda, Emiraty Arabskie – i kojarzą pana z balladowym cysorzem, co to ma klawe życie.
Bo nie piszecie, że Wałęsa w Polsce zarabia na rok 60 tys. zł brutto. A jeżdżąc do tych Emiratów, płaci Polsce 500 tys. zł na czysto podatków. To dobrze czy źle? Pani powinna napisać: co wy się czepiacie Wałęsy.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj